Wczorajszymi gości konferencji z cyklu Credo byli Allan Wright i Albert Galea, którzy złożyli świadectwo czym dla nich jest wiara w Jezusa Chrystusa.

 

Allan Wright – cz. I

 

Alla Wright – cz. II

 

Albert Galea

 

Na wstępie biskup Grzegorz Ryś powitał wszystkich zebranych słowami: „Witam wszystkich na drugim spotkaniu poświęconym Credo, chcę w naszym gronie szczególnie powitać Ulfa Ekmana, który prosto z samolotu poszedł na dwie sceny na Rynku Głównym i na Franciszkańską. Jest niezmordowany! Szczególnie dziś witamy także wszystkich gości spoza Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji!”.

Biskup Grzegorz podzielił się również z ewangelizatorami świadectwem swojego życia i odkrywania w nim Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego: „Dzisiaj tematem jest to, co znaczy, że wierzę w Jezusa Chrystusa. I chcę się podzielić moim świadectwem. W 10 roku kapłaństwa pojechałem do Ziemi Świętej. To był bardzo piękny czas. Byliśmy tam razem z kolegami z mojego rocznika święceń. Każde miejsce w Ziemi Świętej do mnie przemawiało. Miałem wrażenie, że Pan mówi do mnie w każdym miejscu i tak było do momentu, gdy po raz pierwszy weszliśmy do Grobu Jezusa w Jerozolimie. Spędziłem w Grobie jakieś 7 minut i nie usłyszałem nic. Wyszedłem z tego grobu. Koledzy poszli na obiad, a ja wróciłem do grobu. Prawosławny mnich, który pilnuje groty był miłosierny i pozwolił mi tam siedzieć pół godziny. Ja tam przeklęczałem te pół godziny. Nie usłyszałem nic. I wtedy byłem już spanikowany. I mówiłem do Jezusa tak: wiem, że to najważniejsze miejsce na świecie, więc nie rób mi tego! Wyszedłem z grobu, siadłem w odległości 5 metrów od niego. Otworzyłem Ewangelię o kobietach, które idą do grobu i przeczytałem zdanie: „wiem, że szukacie Jezusa z Nazaretu, nie ma go tutaj!”. Pamiętam jak wychodziłem z Bazyliki Grobu Bożego wiedząc, że muszę go znaleźć i że na pewno nie ma Go w tym grobie. To jest ostatnie miejsce na świecie, gdzie można Go szukać. I chyba do dziś mam to desperackie szukanie, że musze Cię znaleźć, ponieważ wiem, że żyjesz. Mam nadzieję, że także macie w sobie to pytanie”.

Pierwszym gościem dzisiejszego spotkania był Allan F. Wright, dziekan Akademii Ewangelizacji w Instytucie St. Paul Outside the Walls w diecezji Paterson, mąż i ojciec czwórki dzieci. Jak powiedział: „To wspaniale, że mogę by tu z Wami dziś wieczorem. I troszkę wam zazdroszczę. Kilka lat temu, gdy ja byłem młodym mężczyzną, nie tak dawno, uczestniczyłem w takich spotkaniach.”.

Nasz gość podzielił się także świadectwem swojego życia: „Ja wzrastałem w pięknej rodzinie – bardzo kochający rodzice, bracia i siostry. I jak wielu młodych ludzi, ja także, zacząłem zadawać sobie pytania, dlaczego właściwie tutaj jestem. Byłem bardzo przystojny, fajny i zabawny! Jednak słowa świętego Augustyna były wtedy bardzo prawdziwe – że nasze serca będą niespokojne dopóki nie spoczną w Panu. I też św. Augustyn powiedział, że pokój to spokój porządku. Jeśli jest Bóg w naszym życiu, to mamy porządek w sercu. Nie możemy mieć pokoju, jeśli Bóg nie jest na pierwszym miejscu. Ten dystans między mną a Bogiem był silny we mnie. Stawiałem samego siebie na pierwszym miejscu. Moi przyjaciele brali narkotyki, pili. Ale wiedziałem, że musi by coś więcej.

Nasz biskup mówił pięknie o liście do Galatów i to przypomniało mi co mówi Gal 2, 20: „ja zostałem ukrzyżowany na krzyżu z Chrystusem”. Nie ja żyję, ale Chrystus żyje we mnie! Był taki moment, gdy podjąłem świadomą decyzję: ja całego siebie oddaję dla Ciebie. Cały. Jeśli gracie w karty i macie dobrą rękę, wszystko postawicie na te karty. Tu było podobnie. Ale ja nie jestem szalony, ponieważ Jezus dał mi pewne obietnice – „szukajcie wpierw królestwa Bożego a wszystko inne będzie Wam dane”. Jezus mówi: „dam Ci pokój, który przekracza wszelkie zrozumienie”. Jako młody człowiek zrobiłem ten krok do przodu.I było coś, co bardzo podobało się mojemu sercu, ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, zostaliśmy stworzeni, by kochać i być kochanym. I w Jezusie ja tego doświadczyłem. To kim jest ten Jezus, który ma taki niesamowity wpływ na świat? Dzięki Bogu, że my tutaj w 2016 roku otrzymujemy od samego Kościoła, od naszej matki cudowne nauczanie o Jezusie. I mamy 2 tysiące lat tradycji zbudowane na tradycji nauczania Jezusa i apostołów. I kiedy idziemy na Mszę Świetą i odmawiamy „Credo” Kościół nadal nas uczy – Jezus jest Panem, który został ukrzyżowany i zmartwychwstał. Kościół nadal doświadcza obecności Jezusa. Nie w tajemniczej chmurze, która nad nami się unosi, ale w ciele i krwi i w bóstwie Jezusa w Eucharystii. Nasza wiara musi wychodzi, ujawnić się. Jesteśmy wezwani do tego, aby ją wyrażać. Sposób, w jaki Kościół żyje to jest zawsze zewnętrznym wyrazem tego, w co wierzymy. I dla mnie kluczem nie jest to, co mamy w umyśle ale praktyczne przeżywanie wiary dzień po dniu. A to jest ewangelizacja!

 Ewangelizacja nie jest jedną rzeczą wśród wielu innych, które Kościół robi ale jest jedyną rzeczą, którą robi Kościół. Czasami w Kościele jest posługa ochrony życia, kółka różańcowe, ktoś zajmuje się liturgią i oddzielamy każdą posługę. Ewangelizacja ma być taką nicią, która łączy to wszystko, co robimy w Kościele. Musimy zacząć wytwarzać w sobie myślenie Jezusa. Jest takie piękne zdanie po łacinie „sentire cum Ecclesia”, które oznacza „myśleć z Kościołem”. Tak jak para ludzi, którzy są w sobie zakochani – jedno wie co drugie powie. I jedno zacznie kanapkę a drugie je skończy. Dla nas najgłębszą tożsamością Jezusa jest to, że my jesteśmy po to aby ewangelizować. Tak jak Jezus został posłany przez Ojca – ten który został posłany posyła nas.

W 2012 roku był wielki synod w Rzymie na temat ewangelizacji. I w końcowym dokumencie napisano jak mamy to robić. Kościół zachęca nas, byśmy zobaczyli to, jak Jezus to robił. Nie ma doskonałego programu ewangelizacji, ale mamy doskonałą osobę – Jezusa Chrystusa – który nadal nas inspiruje. To Jezus wezwał nas, byśmy byli rybakami ludzi. A zamiast tego często stajemy się strażnikami akwarium. Co się dzieje z naszymi grupami? Tak naprawę te same 10-15 osób przyjedzie na wszystko, co zaplanujecie w Kościele. Kościół wzywa nas, abyśmy podnieśli nasze ręce i aby wyjść na zewnątrz. Aby zaprosić innych do środka. Jezus kocha nas takimi, jakimi jesteśmy.Za bardzo nas kocha, by pozwoli żebyśmy zostali takimi, jakimi jesteśmy.

W wezwaniu do nowej ewangelizacji wzywa Ciebie i mnie, abyśmy wyszli na zewnątrz. Jak to zrobi? Przede wszystkim modlitwa ma być przed i ma wypełniać całą naszą prezentację. Nie musisz by ekspertem np. od historii Kościoła. Ale musisz by ekspertem jeśli chodzi o Twoje własne spotkanie z Jezusem. Gdyby katolicy mogli i umieli mówić o wierze z takim samym entuzjazmem z jakim mówimy o ulubionej drużynie s portowej czy ulubionym piwie- wyobraźcie sobie jaki byłby tego efekt.

 Duch Św. jest tutaj dzisiaj i chce nam dać moc, byśmy byli świadkami tego, że jesteśmy zakorzenieni w Chrystusa. Jesteśmy odpowiedzialni zagłębię naszej relacji z Jezusem. To Jezus jest odpowiedzialny z wpływ jaki możemy osiągnąć wobec innych. Paweł VI powiedział, że na ludziach robią wrażenie świadkowie niż nauczyciele. Jeśli słuchają nauczycieli to tylko jeśli są świadkami. Kościół naucza nas poprzez Credo – to tam właśnie Kościół nas żywi. Kiedy ludzie przeżywają kryzys nie odnoszą się do emocji czy rekolekcji, odwołują się do tego, co jest prawdą. My możemy nie wiedzieć dokąd zmierzamy, ale wiemy z kim idziemy. Wierzymy, że On nas powołuje do tej wielkiej misji. Wierzymy, że każdy katolik jest apostołem. Nie ma takiego grzechu, który byłby większy od miłości Boga.

W co wierzymy jeśli chodzi o Jezusa? Jego Słowo objawia wszystko to, co mamy wiedzieć. Zapraszam was – kiedy prowadzisz samochód, spacerujesz, żebyście sobie szli przez literki alfabetu i przypominali sobie wszystkie imiona zaczynające się na kolejne literki alfabetu. On jest Kamieniem Węgielnym, Synem Dawida, Odkupicielem, Słońcem, Prawdą i Życiem, Bogiem Wszechmogącym. Jego imię to Jezus! Na jego imię każde kolano się zegnie, każdy język wyzna, że Jezus Chrystus jest Panem! I jest Królem Królów. Jest Barankiem Bożym, jest Mesjaszem, Jest Księciem Pokoju, jest Władcą, Zbawicielem, Synem Bożym i Człowieczym, Wielkim Nauczycielem, Prawdziwą Winnicą, Słowem Boga, które jest żywe i działa dzisiaj. To jest to samo Słowo, które zostało dane Maryi Gwieździe Nowej Ewangelizacji, Ten sam Chrystus narodził się w niej i ten sam rodzi się w nas. Maryja jest wielką ewangelizatorką, która przeżyła spotkanie z Jezusem, wstała i nie poszła do synagogi czy świątyni, ona poszła do domu i podzieliła się Dobrą Nowiną, tym, czego Bóg dokonał przez nią. My wierzymy dzisiaj, że my także jesteśmy wezwani, by dzielić się z innymi i im towarzyszyć w ich drodze największej historii miłości, jaka kiedykolwiek miała miejsce. To Jezus Chrystus jest Panem. I to Kościołowi zostało przesłane to przesłanie. Niech Pan Was błogosławi!”.

Kolejnym Gościem był Alberta Galea, świecki ewangelizator pochodzenia maltańskiego, żonaty, ojciec pięciorga dzieci i dziadek pięciorga wnuków.

Jak przyznał, jest zawsze podekscytowany, gdy może mówić o Jezusie.„To osoba, której nigdy nie widziałem ale to osoba, z którą mam bardzo osobistą i pełną relację. Ja nigdy nie widziałem tlenu, którym oddycham ale wiem, że tlen trzyma mnie przy życiu. Jezus jest niewidzialny ale  mimo że niewidzialny nie jest ukryty. Jest moim życiem. Jestem pewien, widząc ten cały entuzjazm, że jest waszym życiem. Będę o nim mówił i w jaki sposób, ja wierzę, że jest obecny w moim życiu. Urodziłem się na Malcie, bardzo katolickim kraju. Tam jest bardzo dużo religijności. I urodziłem się i zostałem wychowany w tradycyjnej katolickiej rodzinie. Ale bardzo mało się orientowałem, kim jest Jezus, To była kultura ale ja naprawdę nie byłem katolikiem.

Nawrócenie, jakie przeżyłem 30 lat temu zmieniło mnie z bycia religijną osobą w przemianę w człowieka, który żył w duchu Chrystusa. Kiedy byłem młody i chodziłem do Kościoła, to wierzyłem głównie w to, że Bóg jest sędzią. Bałem się kary, był strach przed piekłem. Chciałem być sprawiedliwy sam z siebie. Nie miałem bladego pojęcia kim Jezus jest. Odmawiałem Zdrowaś Mario, mówiłem jak bardzo ja kocham, patrzyłem na Jezusa i mówiłem: „ja nie wiem kim On jest”. Ale jeśli jest na tym samym obrazku z Tobą, to musi by dobry człowiek. Maryja była pierwsza kobietą, która doprowadziła mnie do Jezusa.

Jak miałem 17 lat spotkałem moją pierwszą żonę i ona była pierwsza osobą, w której mogłem widzieć,  że miała osobistą relację z Jezusem. Wychodziła ze mszy i mówiła: „Jest jak mój chłopak”. Byłem zazdrosny, ale teraz wiem co ona czuła, bo Bóg dał mi to samo doświadczenie.

30 lat temu ja naprawdę zrozumiałem kim jest Jezus. Zrozumiałem dlaczego zmarł na krzyżu, chciał objawić nam miłość Boga, On przyszedł, abym nie był nadal zniewolonym grzechem, abym stał się wolny w Duchu. To jest Dobra Nowina. Od tego momentu ta relacja z Jezusem coraz bardziej wrastała i nadal wzrasta.

 Ja wierzę w Jezusa, w Credo. Jezus prawdziwie boskiego, Jezusa prawdziwie człowieczego. Ale dla mnie Jezus nie jest postacią historyczną, nie jest tylko osobą, którą spotkam w niebie, ale on zmartwychwstał, żyje, jest tak realny w moim życiu.

 Jak to się dzieje, że Jezus i ja idziemy razem trzymając się z ręce? Kiedy moje oczy zostały otwarte i moje serce otworzyło się na Jezusa ja rzeczywiście zrozumiałem, że sakramenty są żywym spotkaniem z Jezusem. Chodzę na mszę. Częściej, bo one są święte, bo ja świętuję, że  on umarł za mnie. I kiedy widzę kapłana wznoszącego kielich msza jest tą samą ofiarą na Kalwarii, która jest nadal dla nas dzisiaj. Dla Boga 2 tysiące lat jest jak jeden dzień. Kiedy kapłan wznosi hostię i kielich ja nie tylko czcze Jezusa, ale staję obok Maryi, obok krzyża i na miejscu Jana stawiam siebie. I dlatego podczas Eucharystii doświadczamy ofiary Jezusa i mówię do Jezusa: dzięki Ci ze umarłeś na krzyżu za mnie, ja chcę by Twoim umiłowanym uczniem, ja chcę kontynuować Twoją misję. Ja chcę by złączony z  Tobą. I kiedy Jezus powiedział: „Ja jestem życiem” to jest tak jak w czasie komunii. Jezus daje mi życie Boże we mnie.

Oprócz sakramentów po moim nawróceniu stało się bardziej żywe Pismo Święte. Bardzo ważne jest byśmy znali nauczanie Jezusa, tak jak Kościół uczy nas przez Sobór Watykański II – Jezus obecny jest nie tylko w sakramentach, ale też gdy czytamy Pismo. Nieznajomość Pisma jest nieznajomością Jezusa. Kiedy je czytam, medytuję to, co Bóg do mnie mówi. Czasami aż słowa same z niego wyskakują! Dzisiaj w czasie kazania powiedziałem sobie: „czemu Jezus nie poszedł na skróty, czemu nie poszedł od razu do Szymona i apostołów?”.Odpowiedzią jaką otrzymałem było: ponieważ Maria płakała w grobie i Jezus chciał ją pocieszyć. Jezus chciał by z nią, przy niej. Chciał ją zapewnić, że mimo iż jest niewidzialny, nie jest ukryty. Ale ta relacja pełna miłości będzie nadal trwała. Najważniejsze 2 imiona Jezusa dla mnie to: Mój Przyjaciel, Mój Umiłowany.

Musimy iść za Jezusem także na Krzyżu i musimy nieść nasze codzienne krzyże. Jezus jest tam też obecny. Jeden z największych moich krzyży była śmierć mojej żony 12 lat temu, ona wtedy miała 54 lata. Kilka dni później moja najstarsza córka przyszła i powiedziała „tato,ja czuję, że mam mówi Tobie, teraz masz postawić Jezusa między Tobą i nią”. Ja powiedziałem „no dobrze”. Trzy miesiące później pojechałam do Lourdes, ja naprawdę chciałem umrzeć. Ale potem powiedziałem sobie: jeśli moje życie nie ma teraz znaczenia, to kto jest moim Bogiem? Moja żona? Rodzina? Czy to Jezus? Zrozumiałem, że wszystko co jest nam dane – rzeczy materialne czy rodzina – nigdy nie mogą zająć miejsca Boga. I schyliłem moją głowę i powiedziałem: Mój Pan i Bóg mój. I pozwoliłem, by Bóg był w moim życiu. W Lourdes otrzymałem słowo: księga twojej żony jest zamknięta, ale mam nadal więcej rozdziałów do napisania w twoim życiu.

Bóg znajduje dobre rzecz także w tych rzeczach, które nas bolą. Tutaj w Krakowie spotkałem dwoje ludzi z Irlandii i nagle  moje życie zmieniło się zupełnie. Jezus miał nową część dla mnie. Pojechałem do Irlandii na 3 lata, zostawiłem mój kraj, moje dzieci, które były dorosłe, mój biznes. Bo zawsze chciałem pracować w biznesie Pana – ewangelizować. Ewangelizacja jest poznaniem Jezusa, kochaniem Jezusa i dzieleniem się nim z innymi. I najwięcej korzyści z niej czerpię w moim życiu. Między przyjaciółmi są kłótnie, między małżonkami są kłótnie. Po 3 latach w Irlandii poczułem, że powinienem wrócić na Maltę, ponieważ były problemy z biznesem, domem rodzinnym. Kiedy byłem już  na Malcie zobaczyłem, że jest jeszcze gorzej niż myślałem. I poszedłem na adorację, do kaplicy w której nikogo nie było. Wyrzucałem Jezusowi :„i co, tak traktujesz przyjaciół? ja Tobie służyłem, a Ty tak to zostawiasz? Jest totalny bałagan w biznesie! Jeśli chodzi o życie rodzinne to też powinno się poprawić! Mam by kapłanem? Mam się ponownie ożenić?”. Jezus nic nie powiedział. Ale po tej adoracji, na koniec tej rozmowy z Panem, Pan powiedział te same słowa co do Piotra: „chcesz odejść?”. A ja odpowiedziałem: „Panie do kogo mam pójść? Jezu ufam Tobie!”.Następnego ranka postawiłem 3 czy 4 żądania Jezusowi, jedna z tych próśb została spełniona. Dostałem wiadomość z Irlandii, w której było powiedziane: „motyle mam w brzuchu jak myślę o Tobie”. Spotkałem nie Irlandkę ale Holenderkę, która od 25 lat mieszkała w Irlandii i modliłem się do Jezusa: „jeśli mam się ożenić to ma by katoliczką, w centrum jej życia ma by Jezus i ma dzieli wizję ewangelizacji ze mną”. Kto się spodziewał, że Holenderka może spełnić te 3 prośby? 3 lata temu zostaliśmy mężem i żoną w Chrystusie. Ja wierzę w Jezusa, On nie jest głuchy! Wszystkie problemy, które miałem zniknęły w 2-3 lata. Teraz mieszkam nie tylko w Irlandii, ale ewangelizuję też w innych krajach.

My potrzebujemy dojrzewania w wierze, czasami modlimy się „przymnóż nam wiary”, ale Jezus powiedział: „jeśli Twoja wiara jest jak ziarnko gorczycy będziesz miał większe rzeczy we mnie”. Jezus nie oczekuje doskonałości, On chce byśmy wzrastali w bezwarunkowej miłości. Dlatego mamy Ducha Św. – On pomaga nam kochać w sposób ponadnaturalny i przebacza w taki nadprzyrodzony sposób. Mamy być jak Jezus, nawet jak jesteśmy ukrzyżowani, by np. przebaczać naszym nieprzyjaciołom. Musimy nadal przekazywać prawdę, prawdę w miłości.

Chciałem się z Wami podzielić moim handlem z Jezusem –  oddałem mu moje stare ja. a On dał mi nowy paszport. Ten nowy paszport ma szczególne dane: narodowość – królestwo Boże; płeć – nowe stworzenie w Chrystusie; tożsamość – przybrany brat Jezusa; kto wydał ten paszport – krew Jezusa; oficjalna pieczęć – Duch Św. Z tym paszportem możemy iść do Nieba., zaś św. Piotr u bram nieba, gdy pokażecie mu ten paszport, szeroko otworzy bramę i powie „chodź!”. Chcecie ten paszport? Ja wam go nie dam, ale Jezus wam go da!”.