Miłosierdzie to ręka, która zawsze nas podnosi. Bóg wie, że bez miłosierdzia pozostalibyśmy na ziemi, że byśmy mogli iść naprzód, ktoś musi nas postawić na nogi – mówił Papież w homilii podczas Mszy w Niedzielę Bożego Miłosierdzia. W tym roku wyjątkowo sprawował ją w leżącym nieopodal Watykanu kościele Ducha Świętego in Sassia, który jak sam zauważył, stał się rzymskim sanktuarium Bożego Miłosierdzia.

Komentując dzisiejszą Ewangelię, która opowiada o spotkaniu Zmartwychwstałego z niewiernym Tomaszem, Franciszek zauważył, że mamy tu do czynienia ze swoistym “zmartwychwstaniem ucznia”.

„Zmartwychwstanie ucznia zaczyna się od tego wiernego i cierpliwego miłosierdzia, od odkrycia, że Bóg niestrudzenie wyciąga do nas rękę, by nas podnieść z naszych upadków. Chce, abyśmy Go postrzegali w ten sposób: nie jako pana, z którym musimy się rozliczyć, ale jako naszego Ojca, który zawsze nas podnosi. W życiu chodzimy naprzód po omacku, jak dziecko, które zaczyna chodzić, ale upada; kilka kroków i znowu upada; pada i znowu upada, i za każdym razem, ojciec je podnosi. Ręką, która zawsze nas podnosi, jest miłosierdzie: Bóg wie, iż bez miłosierdzia zostajemy na ziemi, że, abyśmy chodzili, trzeba postawić nas na nogi. Możesz mieć obiekcje: „Ale nigdy nie przestanę upadać!”. Pan o tym wie i zawsze jest gotów cię podnieść. Nie chce, abyśmy ciągle rozmyślali o naszych upadkach, ale abyśmy spojrzeli na Niego, który w upadkach widzi dzieci, które trzeba podnieść, w nędzy widzi dzieci, które trzeba miłosiernie kochać.“

Franciszek odniósł się w tym miejscu do doświadczeń św. Faustyny Kowalskiej. Przypomniał, jak ona sama odkrywała Boże Miłosierdzie.

„Do św. Faustyny Jezus powiedział: „Jestem miłością i miłosierdziem samym; nie masz nędzy, która mogłaby mierzyć się z miłosierdziem Moim” (Dzienniczek, 14 września 1937 r.). Pewnego razu święta powiedziała do Jezusa, z satysfakcją, że ofiarowała Mu swoje życie, wszystko, co miała. Ale odpowiedź Jezusa ją speszyła: „Nie ofiarowałaś mi tego, co jest istotnie twoim”. Cóż ta święta zakonnica zatrzymała dla siebie? Jezus „rzekł jej z łaskawością: «Córko moja, oddaj mi nędzę twoją»” (10 października 1937 r.). My też możemy zadać sobie pytanie: „Czy oddałem Panu moją nędzę? Czy pokazałem mu moje upadki, żeby mnie podniósł?” A może jest coś, co jeszcze trzymam w sobie? Grzech, wyrzuty sumienia z przeszłości, rana, którą mam w sobie, uraza do kogoś, wyobrażenie o jakiejś osobie… Pan oczekuje, abyśmy zanieśli nasze nędze i by mógł nam okazać swoje miłosierdzie.“

Franciszek zaznaczył, że w ten sam sposób Jezus postępuje też ze swymi uczniami po zmartwychwstaniu. Nie przypomina im ich zdrady, nie robi im wymówek. W odpowiedzi na ich wewnętrzne zranienia pokazuje im swe rany. Tomaszowi pozwala nawet ich dotknąć, aby poznał czułą bliskość Boga. I on, który jako ostatni, z opóźnieniem spotkał Zmartwychwstałego, teraz poznawszy Jego miłosierdzie, wyprzedza innych, składając proste i piękne wyznanie wiary: Pan mój i Bóg mój.

„Oto zmartwychwstanie ucznia: dokonuje się, gdy jego ułomne i poranione człowieczeństwo wkracza w człowieczeństwo Jezusa. Tam rozpraszają się wątpliwości, tam Bóg staje się moim Bogiem, tam zaczyna się na nowo akceptować siebie i miłować swoje życie. Drodzy bracia i siostry, w przeżywanej przez nas próbie, także i my, podobnie jak Tomasz, z naszymi obawami i wątpliwościami, okazaliśmy się kruchymi. Potrzebujemy Pana, który widzi w nas, poza naszymi ułomnościami, także nieodparte piękno. Z Nim na nowo odkrywamy siebie jako cennych w naszych słabościach. Odkrywamy, że jesteśmy jak piękne kryształy, kruche i cenne jednocześnie. I jeśli, jak kryształ, jesteśmy wobec Niego przejrzyści, to jaśnieje w nas Jego światło, światło miłosierdzia, a poprzez nas, jaśnieje w świecie.“

Na zakończenie Franciszek odniósł dzisiejszą Ewangelię do sytuacji współczesnego świata, który przygotowuje się do wyjścia z kryzysu spowodowanego epidemią. Papież przestrzegł, by nie zapominać o tych, którzy jak Tomasz pozostają w tyle. Paradoksem współczesnego świata jest jednak to, że w tyle nie pozostają jednostki, lecz większość ludzkości. Franciszek jako wzór ponownie wskazał św. Faustynę.

 „Święta Faustyna, po spotkaniu z Jezusem, napisała: „W duszy cierpiącej powinniśmy widzieć Jezusa ukrzyżowanego, a nie darmozjada pasożyta i ciężar… [Panie], dajesz nam sposobność do ćwiczenia się w uczynkach miłosierdzia a my ćwiczymy się w sądach” (Dzienniczek, 6 września 1937 r.). Ona sama jednak pewnego dnia skarżyła się Jezusowi, że będąc miłosiernymi uchodzimy za naiwnych. Powiedziała: „Panie, często nadużywają dobroci mojej”. A Jezus: „Córko Moja, niech cię to nie obchodzi, ty zawsze bądź miłosierna dla wszystkich” (24 grudnia 1937). Dla wszystkich: nie myślmy tylko o naszych własnych interesach, o interesach partykularnych. Wykorzystajmy tę próbę jako okazję do przygotowania się na jutro dla wszystkich. Bo bez wizji całościowej nie będzie przyszłości dla nikogo.“
___________________
Źródło: vaticannews.va