Był wychowywany przez gangstera, żył w okrutniej biedzie, nie wiedział, kto jest jego biologicznym ojcem. Jak to się stało, że dziś jest księdzem? W rozmowie z Aleteią ks. René-Luc dzieli się swoją trudną i jednocześnie przepełnioną bożą opatrznością historią.

Anna Malec: Ojczym gangster, przemoc, kiepska relacja z mamą. Jak wspomina ksiądz swoje dzieciństwo? To tylko czarne barwy?

Ks. René-Luc*: W mojej rodzinie, gdy byłem, dzieckiem było bardzo dużo problemów, żyliśmy w biedzie. Było nas pięcioro – dwóch braci z różnych ojców, ja i dwie siostry – wówczas myślałem, że mamy tego samego ojca. Taka sytuacja to we Francji nic szczególnego, takich rodzin jest wiele.

To, co jest jednak wyjątkowe to to, że nasz biologiczny ojciec wyszedł z domu, gdy byliśmy małymi dziećmi, nigdy go nie poznaliśmy. Najtrudniejsze było dla mnie to, że on nie uznał nas jako swoich dzieci, byliśmy więc dziećmi ojca nieznanego.

To mi towarzyszyło przez całe dzieciństwo. W rubryce „ojciec”, np. w szkolnych dokumentach, choć znałem jego imię, zawsze musiałem pisać „nieznany”. To naprawdę było trudne.

Gdy miałem dziesięć lat moja mama spotkała mężczyznę, w którym się zakochała. Ten człowiek stał mi się kimś bliskim, rozumieliśmy się, niestety wkrótce zdałem sobie sprawę, że to bardzo szczególny człowiek – gangster, przestępca.

Przez cztery lata w życiu naszej rodziny było coraz więcej przemocy. Najpierw to była przemoc słowna – ojczym krzyczał na matkę, a potem przemoc fizyczna – zaczął ją bić.

Zaczęliśmy uciekać, ale on zawsze nas odnajdywał. Został aresztowany, ale po wyjściu z więzienia znów bił matkę. Skończyło się to bardzo źle. Nadszedł dzień, kiedy on popełnił samobójstwo, strzelił do siebie, a świadkami tego byliśmy my – mama, brat i ja.

Byłem bardzo silnie związany z mamą i właściwie wtedy została mi tylko ona. Jednak byłem też zbuntowany. Zacząłem interesować się dziewczynami, motocyklem, sportem. Sam zacząłem stosować przemoc, było i tak, że podniosłem rękę na swoją matkę…

Gdy znalazłem się na równi pochyłej i zacząłem się staczać, wszystko zasadniczo się zmieniło. Wtedy spotkałem Nicky’ego Cruza, byłego gangstera z Nowego Jorku, a to spotkanie bardzo zmieniło moje życie.

Jakim chłopakiem wtedy ksiądz był?

Byłem wtedy chłopcem, nad którym nikt nie był w stanie zapanować, mama nie miała na mnie już żadnego wpływu. Wciąż chodziłem do szkoły, ale znacznie więcej czasu poświęcałem motocyklom, dziewczynom, sportowi, niż obowiązkom szkolnym.

Mój ojczym popełnił samobójstwo w 1978 roku, Nicky’ego Cruzaspotkałem w 1980 roku, miesiąc wcześniej przez trzy dni byłem poza domem, wtedy uderzyłem swoją matkę. Spotkanie z tym człowiekiem wydarzyło się wtedy, kiedy było ze mną już naprawdę źle.

Wcześniej słyszał ksiądz cokolwiek o Bogu?

Miałem jakieś mgławicowe pojęcie o Bogu, zwłaszcza dzięki pewnej pani, która bardzo pomogła mojej mamie, kiedy ta była ze mną w ciąży. To bardzo wierząca osoba, która została moją matką chrzestną. Kiedy spędzałem u niej wakacje słyszałem coś o Jezusie, ale to było bardzo niedookreślone.

Kiedy Nicky Cruz mówił o Jezusie jak o kimś, kto jest teraz, a nie o kimś, kto należy do przeszłości. Po dziś dzień nie całkiem rozumiem dlaczego to, co wtedy mówił, tak bardzo mnie poruszyło. To było jego świadectwo, zacząłem się razem z nim modlić. Miałem wrażenie, że mówi te słowa tylko do mnie.

Wtedy po raz pierwszy pomyślał ksiądz o kapłaństwie?

Nie, o kapłaństwie pomyślałem mniej więcej 2,5 roku później, ale po tym spotkaniu wiele zmieniło się w moim życiu. Przestałem się wygłupiać z chłopakami z ulicy, zmienił się mój stosunek do dziewczyn, zacząłem się przyjaźnić z wierzącymi chłopakami, przestałem pyskować matce. Jedyne, co zostało z mojego poprzedniego życia to motocykle i sport. Cała reszta zasadniczo się zmieniła.

Jak na taką zmianę zareagowała księdza mama?

Mama nie za wiele z tego zrozumiała. Nawróciła się sześć miesięcy później. Niemniej była zadowolona z tej zmiany, nie bez powodu zaprowadziła mnie na spotkanie z Nicky’em Cruzem. Nie chodziło jej o to, bym stał się chrześcijaninem, chciała tylko, bym zobaczył pewien nowy wzór męskości. Do tej pory moim jedynym wzorcem był gwałtowny gangster.

Mama wiedziała, że Nicky był wcześniej gangsterem, ale potrafił się zmienić i żył teraz jak dobry człowiek. Chciała, żebym zobaczył tę zmianę i też jej zapragnął. W zasadzie osiągnęła więc to, co chciała.

Jak dowiedział się ksiądz o swoim biologicznym ojcu?

Przed moim nawróceniem, gdy mój ojczym siedział w więzieniu, mama powiedziała mi rzecz niewiarygodną. Okazało się, że moim ojcem jest inny mężczyzna, niż ten, który jest ojcem moich sióstr. Byłem przekonany, że mamy z siostrami jednego ojca. To był szok. Miałem wtedy 13 lat.

To bardzo trudna historia. Kiedy mama rozwodziła się z ojcem moich braci była na południu Francji, w posiadłości wiejskiej należącej do mojego dziadka. mama miała wtedy 22 lata, mój ojciec 32 lata. Był Niemcem, przez 7 lat był w Legii Cudzoziemskiej, walczył między innymi w Maroku i w Algierii.  Po latach w Legii wrócił do Marsylii, z której wcześniej wyruszył na wojnę. Zanim wrócił do Niemiec był awanturnikiem, szaławiłą, pomieszkiwał w miasteczkach na południu Francji. I właśnie wtedy znalazł się w tej posiadłości, w której mieszkała moja mama. Poprosił o wikt i opierunek… no i wziął wszystko.

Spędzili razem kilka miesięcy, potem on ruszył do Berlina i już więcej się nie spotkali. Mama zdała sobie sprawę, że jest w ciąży. Kiedy w końcu udało jej się przekazać mu tę wiadomość, on nie był zdolny, by wrócić, by się mną zająć. Mama zatem rozwodziła się będąc w ciąży z mężczyzną, który był byłym legionistą, alkoholikiem i do tego wszystkiego Niemcem – jeśli zna się historię to wie się, że ten dodatkowy czynnik nie jest bez znaczenia.

Mój francuski dziadek był podpułkownikiem armii francuskiej. Mama była pod silnym naciskiem rodziny, która namawiała ją do aborcji. Wszyscy byli katolikami. Wtedy mama zerwała kontakty ze swoją rodziną i zachowała mnie, nie przerwała ciąży. Bardzo pomogła jej moja późniejsza matka chrzestna.

Ta historia przez długie lata była naszą tajemnicą, nikomu o tym nie mówiliśmy, nawet po moim nawróceniu.

Jak doszło do Waszego spotkania? Co to w księdzu zmieniło?

Miałem 19 lat, gdy odebrałem telefon i po drugiej stronie słuchawki usłyszałem – jestem twoim ojcem. Czy mógłbym z tobą porozmawiać? Nie potrafię opisać, co wtedy czułem. Nazajutrz zobaczyłem swojego ojca po raz pierwszy. Opowiedział mi, jak mnie odnalazł.

W 1980 roku znalazł się we Francji i wtedy po raz pierwszy próbował mnie odszukać. Wcześniej w Berlinie pewna kobieta pomogła mu wyjść z alkoholizmu i zapytała dlaczego nie szuka swojego syna, skoro wie, że go ma.

Pojechał wówczas do tej posiadłości, w której był z moją matką, ale tam mnie nie znalazł. Udał się do Lourdes i tam poprosił o cud. 5 lat później znów pojechał do tej wiejskiej posiadłości, by mnie szukać. Potem pojechał do szpitala położniczego, w którym się urodziłem, chciał tam uzyskać jakieś informacje.

Niedaleko był kościół, poprosił tam Jezusa, by mu pomógł w odszukaniu mnie. Wtedy ja mieszkałem na północy, on szukał mnie na południu, dzieliły nas setki kilometrów. Wyszedł z kościoła, chodził po mieście, i rozpoznaje drzwi, za którymi mieszkał mój dziadek. Zadzwonił tam, ale dziadek już od dawna nie żył. Jednak nowy właściciel zachował numer telefonu mojego wuja. I tak, przez niego, odszukał mnie.

Zapytałem, kiedy mnie szukał po raz pierwszy. Powiedział – pamiętam to najdokładniej i całe życie będę o tym pamiętał – że to było w czerwcu 1980 roku. To, co najbardziej niewiarygodne, to fakt, że to jest ten sam miesiąc tego samego roku, kiedy stawałem się chrześcijaninem. Niewiarygodne jest też to, że tego samego miesiąca ja też byłem w Lourdes i tam poświęciłem swoje życie Jezusowi.

Pięć lat później dowiedziałem się, że jest całkiem prawdopodobne, że tego samego dnia, miesiąca i roku ojciec i ja byliśmy w tej samej grocie w Lourdes. To znak, który zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Udało się księdzu zaakceptować swoją historię? Czy da się w ogóle być wdzięcznym za tak trudną historię życia?

Nie mogę powiedzieć, że kocham swoją przeszłość, to nie jest możliwe, ale czuję głęboką wdzięczność, że w tym wszystkim, co przeżyłem widzę rękę Boga, taką nić przewodnią, i ona mnie prowadzi.

Jak teraz wyglądają wasze rodzinne relacje?

Moja cała rodzina się nawróciła. Wszystko zaczęło się prostować. Wiara bardzo nas do siebie zbliżyła, całe moje rodzeństwo jakąś drogę z Jezusem odbyło, w przypadku niektórych to długa droga, dla innych krótsza, ale wszyscy są szczęśliwi, że ich brat jest księdzem.

Z moim biologicznym ojcem spotykaliśmy się raz w roku. Jestem jego jedynym dzieckiem. Nie spędzamy ze sobą zbyt wiele czasu, owszem bardzo się kochaliśmy, ale mój ojciec to prawdziwy niedźwiedź, legionista, żołnierz, który całe życie był sam. Ożenił się wprawdzie, ale jego żona szybko zmarła. Kochaliśmy się. Zmarł w zeszłym roku i jestem przekonany, że Bóg był obecny także w jego śmierci.

Polski tytuł księdza książki brzmi „Serce pełne Boga”. Co robić, by takie serce mieć?

U źródeł tytułu mojej książki nie chodzi o to, by powiedzieć, że serce całe przepełnione jest Bogiem. Takie doświadczenia biorą się raczej z jednorazowych przeżyć.

Bóg wniknął, wkroczył w moje serce z ogromną siłą – to fakt. Nie chodzi jednak o to, że Bóg zawsze wypełnia całe serce, ale o to, że w jednej chwili może zmienić wszystko. Oryginalny, francuski tytuł mojej książki brzmi „Kula w samo serce”” – takie jest moje doświadczenie. Bóg naprawdę wkroczył w moje życie z siłą i gwałtownością pocisku artyleryjskiego.

*Ks. René-Luc opisał swoją historię w książce „Serce pełne Boga”, wydanej przez wydawnictwo Esprit.

______________

Źródło: Aleteia.pl