Franciszek: by głosić, trzeba rozeznawania, nie ducha krucjaty

0
244

„Istnieje potrzeba głoszenia Ewangelii, aby dać dzisiejszym ludziom radość wiary. Głoszenie nie dokonuje się przede wszystkim słowami, lecz przez świadectwo przepełnione bezinteresowną miłością” – powiedział Franciszek w homilii podczas nieszporów z duchowieństwem i osobami konsekrowanymi w katedrze Notre-Dame w Québecu podczas swojej pielgrzymki do Kanady.

Papież przypomniał z czego bierze się radosne i pełne oddania duszpasterstwo. Duchowni powinni uczyć się być pasterzami od samego Jezusa, który wielkodusznie troszczy się o wszystkich i współczuje im z powodu zranień na drodze życia. Nie powinni być „pracownikami religijnymi” ani „funkcjonariuszami sacrum”, ale towarzyszyć z sercem, entuzjazmem i radością, która rodzi się z odczuwania bliskości Boga i wiary w jego miłość. Tym powinna być naznaczona każda wspólnota. „Radość chrześcijańska łączy się raczej z doświadczeniem pokoju, który pozostaje w naszych sercach nawet wtedy, gdy nękają nas trudne próby i utrapienia, ponieważ wiemy, że nie jesteśmy sami, ale towarzyszy nam Bóg, któremu nasz los nie jest obojętny. […] Oto radość chrześcijańska: dar darmo dany, pewność, że w każdej sytuacji życiowej jesteśmy kochani, wspierani i obejmowani przez Chrystusa” – powiedział Franciszek.

Patrząc na zsekularyzowany świat, w którym często obserwujemy zagrożenia dla radości wiary, można kierować się „spojrzeniem negatywnym” bądź „spojrzeniem rozeznającym”. Dzięki temu drugiemu możemy na nowo odnaleźć pasję ewangelizacji. 

Spojrzenie negatywne rodzi się często z wiary, która czując się atakowana, postrzega siebie jako swoistą „zbroję” do obrony przed światem. Gorzko oskarża rzeczywistość, mówiąc: „świat jest zły, króluje grzech”, i grozi jej w ten sposób przyobleczenie się w „ducha krucjaty”. Strzeżmy się tego, bo to nie jest chrześcijańskie, to nie jest sposób działania Boga, który „tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Pan, który brzydzi się światowością, z dobrocią spogląda na świat. Błogosławi nasze życie, mówi dobrze o nas i naszej rzeczywistości, wciela się w sytuacje dziejowe nie po to, by potępiać, ale po to, by ziarno Królestwa zakiełkowało tam, gdzie zdają się triumfować ciemności. Jeśli poprzestaniemy na spojrzeniu negatywnym, to w końcu zaprzeczymy wcieleniu, bo będziemy uciekać od rzeczywistości, zamiast być w niej konkretnie obecnymi. Zamkniemy się w sobie, będziemy opłakiwać nasze straty, ciągle narzekać i popadać w smutek i pesymizm, które nigdy nie pochodzą od Boga. Jesteśmy natomiast powołani do tego, by mieć spojrzenie podobne do spojrzenia Boga, który potrafi rozróżniać dobro i nieustępliwie go szuka, dostrzega i pielęgnuje. Nie jest to spojrzenie naiwne, lecz spojrzenie rozeznające rzeczywistość.

Franciszek przestrzega przed spojrzeniem negatywnym, przez które błędnego interpretowana jest sekularyzacja. Św. Paweł VI rozróżnia myślenie, według którego Bóg jest niepotrzebny, ateizm, który przybiera nowe formy konsumpcjonizmu, hedonizmu, woli władzy i dyskryminacji, od niesprzecznego z religią dążenia do „odkrycia praw rzeczywistości i samego życia ludzkiego ustanowionych przez Stwórcę”, dzięki którym stajemy się wolni i odpowiedzialni. Potrzeba spojrzenia rozeznającego, dzięki któremu postrzegamy sekularyzację, jak pisał kanadyjski filozof Charles Taylor, jako „wyzwanie dla naszej wyobraźni duszpasterskiej, «okazję do przebudowy życia duchowego w nowe formy, a także do nowych sposobów życia».

Ojciec Święty zachęcił do zmiany stylu życia na bardziej ewangeliczny, zdolny rozpalić pragnienie Pana, zaszczepić nadzieję, przekazać zaufanie i wiarygodność. Przed tymi, którzy świadczą, stoją trzy wyzwania. Obok adekwatnego w formie przepowiadania dostosowanego do tych, którzy nie przyjęli dotąd Jezusa, oraz prawdziwego braterstwa, potrzebne jest wiarygodne postępowanie Kościoła. 

„Aby głosić Ewangelię, trzeba być jednak także wiarygodnymi. Tu pojawia się kolejne wyzwanie: świadectwo. Ewangelię głosi się skutecznie, kiedy to samo życie przemawia, gdy ukazuje wolność, która wyzwala innych, współczucie, które nie wymaga niczego w zamian, owo miłosierdzie, które bez słów mówi o Chrystusie. Kościół w Kanadzie rozpoczął nowy etap, po tym jak został zraniony i wstrząśnięty złem popełnionym przez niektóre swoje dzieci. Myślę w szczególności o nadużyciach seksualnych popełnianych wobec małoletnich i osób bezbronnych, skandalach, które wymagają zdecydowanych działań i bezustannej walki. Chciałbym wraz z wami jeszcze raz prosić wszystkie ofiary o przebaczenie. Ból i wstyd, które odczuwamy, muszą stać się okazją do nawrócenia: nigdy więcej! I myśląc o drodze uzdrowienia i pojednania z naszymi braćmi i siostrami z ludów rdzennych, niech nigdy więcej wspólnota chrześcijańska nie pozwoli się skazić ideą, że istnieje wyższość jednej kultury nad innymi, i że wolno wobec drugich stosować środki przymusu. Ale żeby przezwyciężyć tę kulturę wykluczenia, trzeba być tymi, którzy zaczną: jako pasterze, którzy nie czują się ważniejsi od braci i sióstr z Ludu Bożego; jako pracownicy duszpasterscy, którzy nie traktują swojej służby jako władzy. Zaczyna się od tego. Jesteście bohaterami i budowniczymi innego Kościoła: pokornego, łagodnego, miłosiernego, który towarzyszy procesom, który zdecydowanie i spokojnie pracuje nad inkulturacją, który docenia każdego i każdą różnorodność kulturową i religijną.“

Marek Krzysztofiak SJ / vaticannews.va