Niedzielna Liturgia Słowa, którą w swojej homilii komentował bp. Grzegorz Ryś, była obficie zastawionym stołem Słowa. Biskup powiedział, że zawsze, gdy Pan zaprasza nas do słuchania Słowa, daje nam więcej, niż możemy przyjąć, ponieważ On sieje swoje Słowo hojnie.

Spójrzmy więc na Abrahama w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Jest wiele takich rozmów Boga z ludźmi kiedy zastanawiamy się, jaki jest cel tej konwersacji, przecież Ojciec zna prawdę. Bóg nie rozmawia z nami dlatego, że nie wie, jak jest, ale dlatego, że dba o relacje. Bóg kocha rozmawiać z człowiekiem. Wiara to nie jest przekonanie o tym, że Bóg istnieje, ale wejście w tę rozmowę z przekonaniem, że Bóg jest dla człowieka. Bóg kocha mieć kontakt z człowiekiem – kilkukrotnie jeszcze usłyszeliśmy od biskupa. Miarą tej determinacji Boga nie jest rozmowa z Abrahamem, ale to, że idzie do Sodomy.

Ktoś z Was potrzebuje specjalnych opisów Sodomy? Ktoś nie wie, co się tam działo? – pytał biskup. A Bóg zachowuje się, jakby nie wiedział. My lubimy mówić, ten jest taki, a tamta taka. Uwielbiamy oceniać. Bóg natomiast idzie i sprawdza, czy tak jest. Duns Szkot mówi o tym, że jeżeli chcesz upomnieć brata, idź do niego, a nie mów ze swojego miejsca. Idź do Sodomy, wejdź w ich buty i dopiero wtedy mów. Pan Bóg nigdy nie upomina nas z wysokości, ale przychodzi do nas! Chciejmy naśladować Boga. Gdybyśmy chociaż trochę w ten sposób postępowali, znacznie rzadziej byśmy upominali.

Jestem zauroczony, kiedy widzę, jak wracacie z ewangelizacji i przychodzicie do Jezusa w Najświętszym Sakramencie, ale wspaniała jest też modlitwa wspólnoty. Abraham targował się z Bogiem, i z 50 schodzą do 10 sprawiedliwych, ze względu na których Bóg nie zniszczy Sodomy, jednak znalazł się tam tylko jeden sprawiedliwy – Lot. Zatrzymują się na liczbie dziesięciu nie dlatego, że Bóg nie może zbawić Sodomy ze względu na jednego. Bóg zbawił świat ze względu na jednego Sprawiedliwego – Jezusa, ale według starego zwyczaju potrzeba było 10 Żydów, żeby założyć  synagogę. Bóg chce, byśmy modlili się wspólnie.

Łukasz miał dwie obsesje. Jedna to ubóstwo, a druga modlitwa. Niezwykle ostro mówi o pieniądzach. Powtarza o posiadaniu i nieposiadaniu. Ewangelista zawsze widział Jezusa na modlitwie. Ciągle wspomina o modlitwie, ten motyw powraca w jego przekazie bardzo często. Jezus jest człowiekiem modlitwy. Jest takim człowiekiem modlitwy, że w końcu jego uczniowie mówią „naucz nas”.

Dalej w Ewangelii słyszymy o człowieku, który idzie w nocy do swojego przyjaciela, że pożyczył mu chleb, ponieważ jego przyjaciel przybył do niego i nie ma mu co dać do jedzenia. Biskup powiedział, że często w ewangelizacji dochodzimy do takiego momentu – wszystko byś mu dał, ale w domu masz pusto, nie masz co dać. W tym momencie musisz iść do Tego, który posiada. Siedziałem pół godziny przy Jezusie i modliłem się za was – powiedział biskup, bo ja wam nie mogę dać, nie mam, ale jest Ktoś, kto wam może dać to, czego potrzebujecie. Jeżeli idziesz do ewangelizacji, musisz iść z przekonaniem, że nic nie masz i prosić „daj mi”. Mam nadzieję, że nie chcecie iść do ludzi z tym, co macie sami z siebie.

Ten fragment Ewangelii pokazuje nie tylko o co się modlić, ale też w jaki sposób się modlić. Metoda jest taka, że ten który przychodzi, jest bardzo natarczywy – bezwstydnie uparty. To jest upokarzające stać pod drzwiami i usłyszeć od przyjaciela, że nie da ci tego, po co przyszedłeś. Stajesz przed Panem w imieniu ludzi, do których idziesz. Musisz pozbyć się poczucia swojej godności, musisz prosić z uporem.

Co jest tym o co prosimy? To Duch Święty. Błagamy o Ducha dla ludzi, to On jest tym, co jest konieczne dla każdego. Św. Augustyn komentował trzy chleby w wykładzie alegorycznym. Wszyscy mamy poczucie, że to nie chodzi o chleb, ale o to bez czego w swoim życiu nie możesz się obyć, o coś tak koniecznego, jak chleb. Co jest dla ciebie tak potrzebne, że nawet w nocy wstajesz i krzyczysz „daj”. Augustyn mówił, trzy chleby- czyli Trójca Święta. Bóg chce Ci dać siebie. Jeżeli prosimy dla ludzi, których traktujemy jak przyjaciół, prosimy, aby dał im siebie. Jeżeli się modlicie, mówicie – Ojcze – i bądźcie przy tym bezczelnymi dziećmi Boga. Raz dałem mojemu ojcu na imieniny książkę, którą chciałem dostać . Wiedziałem, że mi ją da. Mój tata jest cudny, uśmiechnął się i powiedział „weź sobie synku”, a nawet jeszcze podziękował. To jest bezczelność synowska.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi tak: modlitwa jest dziecięcym przylgnięciem do Ojca, ponad tym co odczuwamy i pojmujemy. Wiecie dlaczego Katechizm tak mówi? Gdy Jezus był w na Górze Oliwnej, przyszli do niego zauroczeni jego modlitwą uczniowie. Poprosili, aby ich nauczył modlitwy. Niedaleko znajdowało się miejsce, gdzie Jezus prosił Ojca: „Abba, oddal ode mnie ten kielich” , ale jednocześnie powtarzał, „nie to co ja chcę, ale to co Ty chcesz.” Później Ojciec okazał się wierny. To jest niesamowite, że najpierw widzisz miejsce, gdzie Jezus uczył modlitwy, a zaraz później to, w którym sam się modlił i zaczynasz rozumieć, jak wierny jest Bóg.