„Staramy się być narzędziami Maryi. I być do Niej podobne. Pełne empatii, serdeczności, delikatności. I odwagi” – opowiada nam pani Barbara ze świeckiego Instytutu Misjonarek Niepokalanej Ojca Kolbego.

Małgorzata Bilska: Nie nosicie habitów. Czy przynależność do instytutu wiąże się ze ślubami?

Pani Barbara: Formacja kończy się ślubami czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Jesteśmy świeckie, bo Maryja była osobą świecką. Nie nosiła habitu i my także jesteśmy ubrane jak zwyczajni ludzie. Wnikała w różne środowiska tego świata – my staramy się robić tak samo. Charyzmat instytutu jest maryjny, misyjny i kolbiański.

Świętujecie 25-lecie swojego istnienia w Polsce, ale historia instytutu jest dłuższa. Jak to się stało, że założył go Włoch?

Instytut założył w 1954 r. włoski franciszkanin, ojciec Luigi Faccenda. 18 maja 1944 r. przyjął święcenia kapłańskie. Był bardzo schorowany i po wojnie przełożeni zdecydowali, że zajmie się starszymi paniami z Milicji Niepokalanej.

Kiedy doszły młode dziewczyny, ojciec postanowił zgłębić duchowość św. Maksymiliana Marii Kolbego i przyjechał do Polski. Tu poznał kard. Stefana Wyszyńskiego. Bardzo się zaprzyjaźnili. W 1942 roku kard. Wyszyński razem z Marią Okońską założył Instytut Świecki Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła, tak zwane Ósemki (późniejszy Instytut Prymasowski).

Ojciec Luigi też w tym czasie myślał o założeniu instytutu dla świeckich kobiet, które chciałyby życie do końca oddać Panu Bogu. 11 października 1954 r. podjął ostateczną decyzję o założeniu naszego instytutu. Od 25 marca 1992 r. instytut istnieje na prawie papieskim.

We Włoszech?

Na całym świecie. Jest nas około 180 osób konsekrowanych. W Polsce mało – tylko 7, ale mamy też 12 wolontariuszy.

Współpracujecie z Instytutem Prymasowskim?

Z innymi instytutami świeckimi (w kraju jest ich ponad 35) spotykamy się 2 razy do roku na Krajowej Konferencji Instytutów Świeckich w domu prymasa Wyszyńskiego w Częstochowie.

Nasz ojciec Luigi modlił się o beatyfikację prymasa, o czym mi pisał. Uważał, że to wielki, Maryjny człowiek. Bardzo by się radował, że niedługo zostanie błogosławionym.

Jubileusz świętowałyście w domu instytutu przy centrum franciszkanów w Harmężach koło Oświęcimia. To jedyny polski ośrodek?

Tak. Franciszkanie konwentualni, bracia św. Maksymiliana, zawsze marzyli o tym, żeby był jakiś ośrodek kolbiański blisko miejsca, gdzie uzyskał świętość. Do Centrum zjeżdżają ludzie z całego świata, żeby pogłębić jego charyzmat. Obok powstał nasz dom. 1 października 1994 r. przyjechały tu 2 pierwsze misjonarki z Włoch.

Wszystkie tam mieszkacie?

Niektóre misjonarki mieszkają w ośrodkach na stałe. W Harmężach są 4 Włoszki, prowadzą dom rekolekcyjny (kiedyś była też Argentynka). Natomiast my, Polki, mieszkamy u siebie i pracujemy w swoich zawodach. Dzięki temu przenikamy różne środowiska.

Pomagają nam w tym wolontariusze. Niedawno rozmawiałam z wolontariuszką, która ma trójkę dzieci i czasem bywa jej ciężko. Usłyszałam: Jak tylko sobie powiem z pełną świadomością słowa św. Maksymiliana „tylko miłość jest twórcza”, od razu jest inaczej! Wszystko się zmienia. To taki święty spryt, o którym mówi Ojciec Święty Franciszek.

Gdzie pracujesz?  

Jestem emerytowaną nauczycielką. Przez 26 lat uczyłam sadownictwa i szkółkarstwa w Zespole Szkół Ochrony Środowiska we Wrocławiu.

To bardzo franciszkańskie! Bliskie naturze i ekologii.

Rzeczywiście, niedawno sobie to uświadomiłam. Uczyłam młodzież o owocach, które dają witaminy, ale tak naprawdę – jak powiedział kiedyś prymas Wyszyński – najpiękniejszym owocem tej ziemi jest nowy człowiek. Dlatego prowadziłam także wykłady na temat obrony poczętego życia.

Dla mnie ekologiczne podejście do życia człowieka to nie tylko ochrona środowiska ale i wolność od chwastów, czyli grzechów. Człowiek powinien być ekologiczny w sensie czysty i zdrowy – żyć w łasce uświęcającej. Bo tylko to daje życie wieczne.

Instytut powstał przed Soborem Watykańskim II, który dowartościował powołania świeckich. Duch Soboru jest dla was ważny?

Naszym głównym zadaniem jest zawierzanie ludzi Matce Bożej. Pan Jezus na krzyżu dał nam Maryję jako swoją matkę. Pierwsze członkinie pracowały w różnych miejscach, na przykład w fabrykach. Gromadziły ludzi i uświęcały – poprzez zawierzenie Maryi. A oni się zmieniali, bo modlitwa nie zmienia świata. Zmienia ludzi, a oni dopiero zmieniają świat.

Ojciec Luigi widział tego wielkie owoce. Z Bogiem człowiek robi wielkie rzeczy. Czasem od Niego ucieka i chce wszystko robić po swojemu. Ale jeżeli zanurzymy się w mocy Bożej…

365 razy jest napisane w Piśmie Świętym „Nie bójcie się! Bądźcie odważni”. Bóg może wszystko z jednym wyjątkiem – nie może przestać kochać, bo jest Miłością. A Miłość jest uniwersalna i ponadczasowa. Jest ponad soborami.

Co sprawia, że świeckość jest atutem w pracy misyjnej?

Między kimś w sutannie czy habicie a osobą żyjącą w świecie jest inna relacja niż między świeckimi. Habit stwarza barierę. My jesteśmy bezpośrednie, zapraszamy ludzi do domu. Do nas zwracają się po imieniu. Otwierają się, a my – słuchamy. Dajemy przestrzeń dla Bożego działania. Dla mocy Boga, którą mamy, bo codziennie modlimy się modlitwą brewiarzową, rozważamy Słowo, jesteśmy na Eucharystii. Jego moc ma przepływać przez nas na innych.

Jak charyzmat realizujecie na co dzień?

Cały czas staramy się o to, żeby zachować spójność między tym, jak się modlimy a tym, jak żyjemy. Ojciec Luigi dużo mówił o koherencji. To wymaga odwagi. Bywa trudno, bo dajemy świadectwo w zwyczajnych, codziennych sytuacjach – w pociągu, na ulicy, w pracy. Staramy się być narzędziami Maryi. I być do Niej podobne. Pełne empatii, serdeczności, delikatności. I odwagi.

A jak ty rozeznałaś, że to twoje powołanie?

Mam brata księdza. Już dawno Bóg się upominał o mnie, ale zawsze czułam, że mam być świecka „dla ludzi”. Marzyłam o tym, żeby mieć grupę świeckich osób i działać w świecie jako osoba konsekrowana.

W pewnym momencie w moim życiu pojawił się ruch Focolari. Czułam, że to jest moja droga, ale miałam już ponad 30 lat, a tam są ograniczenia wiekowe. Dobrze się jednak stało, bo zostawiłabym wszystko, a będąc w instytucie, mogłam nadal pracować w szkole.

Focolariny wiedziały, że czegoś szukam. Dały mi znać, że do Polski przyjechały misjonarki św. Maksymiliana. Pomyślałam: może to dla mnie? Przez 2 lata się zastanawiałam. Przyjechał Ojciec Założyciel i na pierwszej kolacji powiedział: Barbara, zaczynamy. Powiedziałam „tak”. Zaczął się etap próby, potem następne. I trwa to do dziś.

______________

Źródło: aleteia.pl