Wczorajszy dzień zmienił także charakter posługi ewangelizatorów. Zostali podzieleni na trzy podgrupy: ewangelizacyjną, informacyjną i tzw. „stage hands” czyli osoby pomagające przy poszczególnych scenach w ramach Festiwalu Młodych. Nie ustaje jednak duch ewangelizacji – z 5 scen ewangelizatorzy przenieśli się na kilkadziesiąt – tych w samym Krakowie oraz w ościennych miastach w obrębie Festiwalu Młodych.

Jak zaznacza Justyna, wolontariuszka ICE: „Jest to bardzo dobry czas, w którym Pan Bóg wzywa do zupełnej otwartości. I to z jednej strony jest trudne a z drugiej strony otwierające. Otwiera serce i Pan Bóg na to błogosławi. Mieliśmy taką sytuację, że na jedna ewangelizację nie wzięliśmy gitary i zrobił się problem, bo nie mieliśmy na czym grać. I nagle pod sceną pojawił się Franciszkanin z Ugandy i pożyczył nam gitarę. I nagle mieliśmy gitarę i nie musieliśmy się o nic martwić. Potem jednak zaczęłam się bać, że to gitara klasyczna i nie będzie można jej nigdzie podłączyć. Zwyczajnie nie będzie jej słychać. A nagle dźwiękowiec mówi, że ma specjalny mikrofon i problem został rozwiązany. Pan Bóg odpowiada na aktualne potrzeby i widać, że się troszczy. Czujemy, że jesteśmy pod jego ojcowską ręką”.

Ewangelizatorzy wykorzystują różnorodne środki – pantomimę, świadectwo, muzykę. Czasami wystarcza zwyczajna rozmowa o codzienności. Tymoteusz stwierdza, że ta najprostsza forma bywa najskuteczniejsza: „Podchodzimy do ludzi i zwyczajnie mówimy co robimy teraz i ogólnie w naszym życiu. Rozmawiamy o tym, co tutaj robią, czy są mieszkańcami, czy przyjechali jako turyści czy uczestnicy ŚDM. Pytamy, w jakim momencie życia są aktualnie. A potem opowiadamy jak my spotkaliśmy Boga. Rzadko zdarza się, że ktoś zupełnie nie słyszał kerygmatu. A my podczas ewangelizacji zwyczajnie staramy się mówić o miłości Bożej, o grzechu, o Bożym Miłosierdziu”. Z kolei grupa Justyny ewangelizuje na scenie: „Zaczynamy o tego, aby zgarnąć ludzi z zewnątrz, i gramy jakąś radosną piosenkę do tańczenia, żeby jak najwięcej osób się zgromadziło. Potem pieśń uwielbienia, scenka ewangelizacyjna, świadectwo, przepowiadanie kerygmatyczne i poprowadzona modlitwa na zakończenie”.

Ważne są także wszelkie działania, które zachęcają ludzi do zatrzymania się. Dobry patent znalazła na to Monika wraz z koleżanką, które uczą chętnych układów tanecznych – zarówno do piosenek świeckich, jak i ewangelizacyjnych: „Ludzie widząc jak my tańczymy – zatrzymują się. Nigdy nie przechodzą obojętnie. Wydaje mi się, że muzyka jest niezwykle przyciągającym elementem, by ludziom pokazać Pana Boga. My tańczymy, a inni ewangelizatorzy mają wtedy okazję, by podejść, powiedzieć co my tutaj i dlaczego robimy, a tym samym powiedzieć o Panu Bogu – najważniejszej przyczynie naszego spotkania”.

Czy ewangelizatorzy widzą owoce swojej pracy? Tak, czego przykładem był wczorajszy blok świadectw podczas porannego spotkania pod namiotem przy ul. Piastowskiej 26. Siostra Florentyna zapytana o owocność dotychczasowych spotkań stwierdza: „Ewangelizacja jest owocna. Ludzie patrzą, słuchają. Myślę, że każdy moment, w którym mówimy o Jezusie jest dobrym momentem. Słyszą o Jego miłości do nas i myślę, że to rzucone dziś ziarno wyda owoc w swoim czasie. Dziś miałyśmy możliwość ewangelizować ze sceny. Było uwielbienie, modlitwa. Każdego dnia możemy rozmawiać z ludźmi o Jezusie i to jest wspaniałe!”.

Czas spędzony w Międzynarodowym Centrum Ewangelizacji jest ubogacający także dla samych ewangelizatorów. Jak stwierdza ksiądz Grzegorz: „Niezwykła jest różnorodność języków i narodów, ale jeszcze bardziej zaskakuje różnorodność doświadczeń. Ludzie z Filipin, Malezji, Stanów, Francji i wiele, wiele innych narodowości i każda z nich przywozi niezwykłe doświadczenia ewangelizacji, wiary, Bożej obecności w życiu. To bardzo pomaga!”.

Foto: EpiskopatNews