Uroczystą Eucharystią pod przewodnictwem ks. bp Grzegorza Rysia rozpoczęło się Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji ICE 2016.

Na wstępie biskup Grzegorz podkreślił, że są z uczestnikami relikwie brata Karola de Foucault, zaś siostry Krystyna i Małgorzata przybliżyły sylwetkę świętego pustelnika, którego stulecie męczeńskiej śmierci obchodzimy w tym roku. Dla ewangelizatorów ważne jest, że brat Karol odkrył swoisty sposób ewangelizowania – Jezus z Nazaretu był dla niego pasją. Święty mocno wyczuł, że Bóg chce być blisko przy człowieku. Karol umiłował Jezusa do szaleństwa, aż do oddania swojego życia i umiłował swojego brata tak, że potrafił wejść do jego świata i w nim zamieszkać.

W czasie homilii bp. Grzegorz rozważał fragment dzisiejszej Ewangelii (Mt 12,38-42).

„Zostaliśmy pobłogosławieni tą Ewangelią. Znak błogosławieństwa był w Kościele znakiem przekazywania Odwiecznej Mądrości. Jest to znakiem przekazywania nam Odwiecznej Mądrości na ten moment, który przeżywamy, na ten czas, w którym jesteśmy – na czas ewangelizacji” – podkreślił biskup na początku homilii.

Jak zaznaczył – w szóstym rozdziale Ewangelii św. Jana, Jezus rozmnaża chleb, potem idzie po wodzie, ludzie znajdują go w Kafarnaum i proszą, żeby uczynił dla nich jakiś znak.

Ludzie, którzy patrzą na znaki, wcale nie  patrzą na nie z wiarą i nie widzą, że one mają ich czegoś uczyć – rozmnożenie, uzdrowienie ślepego, chodzenie po wodzie są odczytywane tylko przez ludzi wierzących. Potrzeba wiary, żeby zobaczyć Boga ukrytego w tych znakach. Kto nie ma wiary, ma poczucie, ze patrzy na coś sensacyjnego, albo oskarża was, że jak Jezus wyrzucacie złe duchy mocą ich przywódcy. Powiedzą, że jesteście oszołomami, fanatykami, a w najlepszym razie jakimiś „odlecianymi gośćmi”.

Jezus zderza się, z pokoleniem ludzi, których można by nazwać pokoleniem „cwaniaków i cudzołożników”. Wiele z tych znaków, które czyni Bóg w pierwszym rzędzie jest dla nas. Nie zawsze są zrozumiałe dla kogoś, kto w wierze nie odróżnia lewej ręki od prawej. Nie zawsze ma sens odwoływanie się do tych znaków. Ale jest coś co ma sens – po pierwsze znak Jonasza, a po drugie przepowiadanie Jonasza. To jest to, w czym Jezus pokłada wielką nadzieje, gdy ma do czynienia z ludźmi, których niewiarę widać na pierwszy rzut oka.

Kerygma Jonasza to kerygma o Bogu miłosiernym. Jest najpiękniejsza i najbardziej zadziwiająca w Starym Testamencie. Przepowiadanie Jonasza to przepowiadanie Boga miłosiernego bez żadnych granic, to Bóg, który chce i potrafi zbawić Niniwę. Niniwa to była stolica Asyrii, Żydzi zostali przez nią zniewoleni. Kiedy Żyd słyszał „Niniwa” to dostawał dreszczy. Każdy mógł być zbawiony tylko nie Niniwa! Jednak Bóg potrafi zbawić Niniwę i chce to zrobić. Orędzie Jonasza to orędzie, w którym dla Boga nie ma żadnych granic, a już na pewno nie tych, które ja mu wyznaczam. Bóg, który przekracza wszystkie granice swoim miłosierdziem dociera do każdego człowieka, który przeze mnie jest utożsamiony ze złem.  Bóg nie ma żadnych granic.

Pan zna cierpienia ludzi i nie lekceważy ich. Ma współczucie dla Jonasza i Żydów, który się nacierpieli od Asyrii i cierpiał w nich, gdy ich Asyryjczycy zabijali. Bóg  cierpiał też w Asyryjczykach, kiedy był w nich pogwałcony. Bóg ma szacunek dla bólu człowieka, który został skrzywdzony, ale chce pokazać Jonaszowi, że kocha Niniwę i chce to zrobić także przez niego.

To jest w Księdze Jonasza najtrudniejsze – Jonasz mógł myśleć – niech Bóg kocha Niniwę, ale dlaczego przeze mnie? Dlaczego moim sercem i moim powołaniem? Tu widać jak kerygmat Jonasza jest orędziem, które wymaga nawrócenia tego, kto go przepowiada. Nie ma co gdybać, co by było, gdyby Jonasz się uparł i nie poszedł. Pewnie by było tak, że Bóg by znalazł drogę do serca Niniwitów, ale Jonasz nie zostałby nigdy wyleczony.

Papież Paweł VI mówi, że jak my nie pójdziemy do świat, to Bóg go zbawi bez nas. Bóg znajdzie drogę do świata, ale nam biada. Mówił o tym też św. Paweł – „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii.”

Jonasz musi się nawrócić – Bóg nie zbawi Niniwy przy jego pomocy, jeśli Jonasz się nie nawróci. My musimy odkryć to co Jonasz – jeśli świat odchodzi od Boga i my uważamy go za wrogi Bogu, to problem jest w nas. Nie w naszych wrogach. Problem był w Jonaszu nie zaś Niniwitach. Kiedy jednak w końcu poszedł do Niniwy i głosił – cała Niniwa się nawróciła. My potrzebujemy rekolekcji, żeby zobaczyć że problem jest w nas – problem zgorszenia Bogiem, który jest miłosierny bez granic. Bóg chce dojść do ludzi ze swoim miłosierdziem – tylko czasem to ja stawiam opór. „Kogo mam posłać?” mówi Bóg. Kerygma najpierw prostuje Jonasza. Z tą konsekwencja, że jak jego nie wyprostuje, to nie dotrze do Niniwitów.

Kerygmie Jonasza towarzyszy znak Jonasza – 3 dni i 3 noce w śmierci. Jak podkreślił biskup Ryś: „To co widzimy w znaku Jonasza jest potwierdzeniem, że to przepowiadanie nie jest próżne, ono się dzieje. Ktoś kto słyszy kerygmę i widzi znak Jonasza dostaje objaśnienie i doświadczenie. Pokazujemy, że Bóg naprawdę działa! Znak Jonasz – znak przejścia przez śmierć do życia. Znak ziarna, które potrafi obumrzeć, żeby się odrodzić w owocach. Świadectwo miłości, która nie szuka siebie i potrafi zaprzeć się siebie. (…) To znak męczennika, który kochał do samego końca. Nie ma czytelniejszego znaku Jonasza niż znak męczenników – ludzi, którzy obumierają, by odnaleźć w sobie życie, które jest z Boga”.