Podczas Jubileuszu Odnowy Charyzmatycznej i spotkania ewangelizatorów z całego świata w ramach konferencji ACCSE 2033, uroczystej Eucharystii w Bazylice św. Jana na Lateranie przewodniczył bp Grzegorz Ryś.

Publikujemy treść homilii wygłoszonej przez księdza biskupa.

 

„Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.” – to jest ostatnie i kluczowe zdanie dzisiejszej Ewangelii. (J 17, 26)

 

I

To zdanie pokazuje znaczenie – rdzeń – misji Jezusa, ale także naszej misji. Ponieważ właśnie tak Chrystus kontynuuje swoją misję w świecie: przez nas. Najpierw w nas, a potem przez nas. To się zawsze dokonuje w mocy Ducha Świętego.

Jakie jest znaczenie misji Chrystusa?

Jego misją jest objawienie Imienia Boga. Uczynić Imię Boga poznanym – dla nas, dla ludzkości, dla świata. Uczynić je poznanym. Nie tylko po to, by nauczać, czy nawet proklamować – głosić. Nie. Święty Hieronim tłumacząc ten fragment na łacinę, mówi: notum feci eis nomen tuum et notum faciam. Facere oznacza czynić – zrobić coś. Nie tylko mówić!

Objawienie nie jest tylko mową Boga. Bóg objawia siebie nie tylko za pomocą słów, ale również w czynach. A nawet najpierw w czynach. Kiedy Bóg mówi, to zazwyczaj po to, żeby wytłumaczyć nam swoje czyny – swoje działanie. On nigdy nie mówi, nie czyniąc. Nie ma w Bożym Objawieniu pustych, niepotrzebnych słów!

Dlatego Jezus nie tylko głosił Imię Boga. On je ukazywał! Przez swoje czyny i w sobie – swoim życiem.

Taka jest logika i styl Bożego Objawienia. Dlatego św. Paweł kiedy był w Jerozolimie, usłyszał od Jezusa we śnie: „Odwagi! – powiedział – trzeba bowiem, żebyś i w Rzymie świadczył o Mnie tak, jak dawałeś o Mnie świadectwo w Jerozolimie” (Dz 23, 11). Znowu: nie głosić – świadczyć!

Wiemy, że kilka lat wcześniej Paweł napisał w liście do Rzymian, że jest „gotowy głosić Ewangelię… w Rzymie” (por. Rz 1, 15), ale teraz słyszy, że jego ewangelizacja w Rzymie wypełni się nie przez głoszenie, ale w jego męczeństwie – dei martyresai. Taka jest również logika naszej misji: nie tylko głosić, nie tylko nauczać, ale także świadczyć – objawiać Imię (i prawdę) o Bogu przez nasze czyny i życie.

 

II

„Objawiłem im Twoje Imię…”

Jakie jest Imię Boga objawione nam przez Jezusa? I w jaki sposób On je objawił? I jak my mamy dzisiaj objawiać światu to samo Imię? Wiemy: TO IMIĘ BRZMI ABBA – OJCIEC! („Tatuś”!) W samej modlitwie, którą nazywamy Modlitwą Arcykapłańską Chrystusa ( dzisiejsza Ewangelia jest ostatnim fragmentem tej modlitwy) Jezus nazywa Boga „OJCEM” sześć razy! „OJCZE, nadeszła godzina…”, „Teraz OJCZE, otocz mnie chwałą…”, „OJCZE Święty, zachowaj ich w Twoje Imię…”, albo „Sprawiedliwy OJCZE…, ja Ciebie poznałem…”. OJCZE.

Jezus wiele razy mówił o Bogu jako Ojcu. Kiedy uczy nas jak się modlić, zaczyna od słów: „OJCZE nasz…”. Wzywając do zaufania Bożej Opatrzności mówi: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi…” (Mt 6, 26). Wasz OJCIEC wie!

Sam Jezus w swojej osobistej modlitwie i swoim doświadczeniu wiary, nazywa Boga ABBA: od pierwszego momentu, kiedy mając 12 lat tłumaczy, że musi być w domu (w sprawach czy w rzeczach) swojego OJCA, aż do ostatniego oddechu na Golgocie, kiedy mówi: „OJCZE, przebacz im…” (por. Łk 23, 34) i zaraz potem: „OJCZE, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (por. Łk 23, 46).

To jest po prostu styl Jego wiary: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.  Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić” (Łk 10, 21-22) – pięć razy w dwóch zdaniach słyszymy – OJCIEC – Bóg, który objawia swoją najgłębszą tożsamość tylko tym, którzy – jak Jezus – chcą wejść z Nim relację jako małe dzieci, odkrywając to, kim On jest, nie tylko przez rozum, ale także sercem – przez MIŁOŚĆ.

Oni znają Go jako Dawcę Życia i wszystkiego w życiu. Wszystko Mu zawdzięczają. Każdą chwilę i każde tchnienie. I to, co jest najważniejsze: zawdzięczają Mu zdolność kochania – życie wieczne! I odpowiadają Mu z taką miłością jaką od Niego otrzymują (agape), próbując kochać swoich bliźnich jak BRACI I SIOSTRY.

Widzimy więc: Jezus głosi OJCOSTWO Boga i sam zna Go jako Ojca. W wielu słowach pokazuje nam, w jaki sposób wejść w tę relację z Bogiem – jak być Jego dzieckiem – jak ufać Mu jako syn czy córka, w codziennym życiu i w jego najbardziej krytycznych momentach.

Ale jest tutaj coś jeszcze, na co musimy zwrócić uwagę…

 

III

„Objawiłem im Twoje Imię”…

Zrobił to przez głoszenie. I również swoim życiem wiary, jako wierny Syn Boga. Jednak szczyt Jezusowej ewangelizacji jest opisany w słowach (skierowanych do Filipa podczas Ostatniej Wieczerzy): „Kto mnie zobaczył – zobaczył OJCA” (J 14,9).

W pierwszej chwili to nie jest oczywiste! Jezus będący ikoną – obrazem Ojca? Wiemy przecież, że On wybrał celibat jako swoją drogę życia – bez żony, bez dzieci.

Aczkolwiek wiele razy wczesnochrześcijańskie źródła nazywają Go po łacinie Paterfamilias (Ojciec Rodziny). Święty Paweł i św. Jan pokazują Go jako Nowego Adama – a więc Nowego Ojca Nowej Ludzkości. On jest nie tylko nauczycielem. I nie tylko świadkiem. On jest Tym, który daje życie. Nie tylko wiedzę i zrozumienie, ale ŻYCIE!

Powiedzmy to jeszcze raz – to właśnie jest znaczenie naszej posługi w Kościele. Nie jesteśmy wezwani tylko do tego, żeby zanieść naszym siostrom i braciom właściwe rozumienie ich życia i świata. Jesteśmy wezwani, by przekazywać życie. Na pewno pamiętacie znany fragment z Pierwszego Listu do Koryntian (1 Kor 4, 15), w którym Paweł pisze do wierzących: „Choćbyście mieli dziesiątki tysięcy wychowawców (paidagogos) w Chrystusie, nie macie wielu ojców; ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie”.

Osobiście wolę tłumaczenie: Stałem się waszym ojcem” bardziej niż tylko „was zrodziłem”, ponieważ „być ojcem” jest czymś znacznie więcej, niż tylko „zrodzić” . To jest fraza, której często używamy mówiąc do mężczyzn i kobiet bojących się przyjąć ich nowe życie: „Wybierz życie! Proszę, wybierz życie!” Tak naprawdę chodzi jednak nie tylko o „wybór życia”, ale o to, by wybrali również swoje macierzyństwo i ojcostwo! Wybór życia jest na pewno wielką rzeczą – czasami to jest wyzwanie dla prawdziwych bohaterów. Ale to wybór macierzyństwa i ojcostwa sprawia, że twoje dziecko będzie szczęśliwe. Inaczej wszystko staje się trudne i skomplikowane.

Taka jest również logika przekazywania wiary. Przekaz wiary nie jest tylko dawaniem pierwszej ewangelizacji, pierwszego głoszenia – nawet jeśli wiemy, jak ważne jest głoszenie kerygmatu.

W tym samym momencie, w którym zrodziłeś człowieka do życia duchowego, wybrałeś swoje duchowe macierzyństwo lub ojcostwo. To dlatego św. Paweł pisze do Koryntian wiele lat po tym, jak zrodził ich do wiary. On zna swoją odpowiedzialność. Nie chce zostawić ich jak sieroty. Wie, że jest powołany do tego, by towarzyszyć im na dobre i na złe. Ewangelizacja ustanawia relację. Trwałą relację. Relację wieczną. Jeśli jesteś ojcem – jesteś ojcem na zawsze. To jest piękna przygoda: być ojcem (albo matką) dorosłych dzieci!

W tym się sprawdza prawdziwość naszego zaangażowania w Kościele. Z ogromnym oddaniem wychodzimy na ulice i place; organizujemy wielkie wydarzenia ewangelizacyjne na stadionach piłkarskich i arenach sportowych – to kosztuje całe miesiące przygotowań, mnóstwo pracy i pieniędzy. Wykonujemy tę pracę. I nawet widzimy pierwsze owoce nawrócenia – widzimy ludzi rzeczywiście odrodzonych. I potem zostawiamy ich bez żadnego dalszego zaproszenia – samych sobie. Wybraliśmy życie… Ale nie wybraliśmy naszego rodzicielstwa. Albo organizujemy rekolekcje dla młodych – przychodzą i zostają rozpaleni. Ale później nie mają się czego uchwycić; brak dla nich propozycji wejścia do małej wspólnoty, by wzrastać do dojrzałości.

Ewangelizacja jest wyborem na całe życie. Nie tylko na chwilę. Nie tylko na dzisiaj. To jest moment, w którym potrzebujemy odwagi i nawrócenia pochodzących od Ducha Świętego. W dzisiejszym świecie, ale także w dzisiejszym Kościele jesteśmy często kuszeni, by uchylać się od trwałych decyzji na zawsze – na całe życie. Jesteśmy gotowi podjąć ryzyko na dzień lub dwa, na rok lub dwa. Ale nie na całe życie. Chcemy mieć rzeczy na teraz. I chcemy je mieć natychmiast.

Ewangelizacja nie ma nic wspólnego z taką postawą. To jest wybór ojcostwa lub macierzyństwa. Wtedy będziemy mogli powiedzieć: Kto Mnie zobaczył – zobaczył OJCA” (por J 14, 9).