Bp Andrzej Czaja o Nowej Ewangelizacji (1. Kongres Nowej Ewangelizacji)

1
1724

Czy ewangelizacja, która jest daleka od Kościoła może być Chrystusowa? Ekskluzywizm, hołdowanie zasadzie „dobrym jest kłamstwo w Duchu Świętym dla dobra wspólnoty”, podważanie Kościelnego nauczania – takie negatywne przykłady niestety można spotkać w naszych wspólnotach. Zabierać się za ewangelizację bez właściwej formacji biblijnej to narażać siebie i innych w myśl zasady „ślepy ślepego prowadzi”. Ewangelizacja domaga się solidnego przygotowanie, formacji ewangelizatorów. Trzeba konkretnych programów i bardzo konkretnej formacji.

Mamy dwa ważne dla ewangelizacji środowiska: świadomych ewangelizatorów, których trzeba formować oraz rzesze ludzi, którzy są w kościele ale nie realizują dzieła ewangelizacji.

Istnieje ogromna rzesza ludzi w naszym kraju do których powinniśmy dotrzeć. Sami pasterze sobie z tym nie poradzą. Muszą zaprosić do dzieła nowej ewangelizacji z wielką ufnością i szacunkiem osoby konsekrowane oraz wszystkich wiernych świeckich, którzy przylgnęli do Jezusa. To wielkie dzieło domaga się wielu zmian. Najpierw chodzi o wielką przemianę mentalną w samych pasterzach. Trzeba rzetelnej formacji aż po ewangelizację wielu kapłanów. Potrzeba przygotować wielu kapłanów do tego dzieła. I potrzeba rozesłać wielu przygotowanych ewangelizatorów, którzy kapłanami nie są.

W tych przychodzących do kościoła i praktykujących wiarę trzeba widzieć sól ziemi i światłość świata. To ci, którzy mają iść i nieść Jezusa dalej. W wielu przypadkach to dzieło jednak nie realizuje się dziś, gdyż brakuje w ich życiu świadectwa wiary. Trzeba do nich tak przemówić, tak ich otworzyć, żeby Jezusa naprawdę zobaczyli na nowo i chcieli Go słuchać.

Jest wiele schorzeń wiary, które wręcz są już stanem niewiary. Ujawnia się coraz większa ignorancja prawd wiary. Nie brakuje takich wiernych, którzy podchodzą wybiórczo do nauczania Kościoła. Czasami mamy do czynienia z tym co Jan Paweł II określał „milczącą apostazją”. Bywa, że wierni wstydzą się przyznać do swej wiary. Wielu chrześcijan jest bardzo aktywnych ale w tych aktywnościach brakuje trwania w trwaniu przy Bogu. Czasami przeżywamy „swoją wiarę” ukutą na swoich podstawach, wyobrażeniach, ideach.

Nie możemy zrezygnować z ludzi, którzy już są w Kościele. Zróbmy wszytko by poczuli radość z dzielenia się Jezusem. Trzeba im formacji intelektualnej i duchowej na wielu poziomach i w wielu zakresach.

Są różne zadania formacyjne dla księży, kleryków, ewangelizatorów i katechistów oraz tych, którzy te dzieła chcą podjąć. Przede wszystkim trzeba obudzić nowy zapał misyjny i entuzjazm. Potrzebna jest również przemiana mentalna rozumiana, jako kształtowanie odpowiedniej, należytej mentalności. To ukształtowanie tożsamości „pragnienia wychodzenia do człowieka”.

Kościół w Polsce jest zbytnio zasiedziały. Skoro ludzie sami nie przychodzą – to trzeba do nich wyjść! Jezus szedł do każdego człowieka. Trzeba wychodzić do człowieka bez lęku i z poczuciem wielkiego sensu tego działania! Skończmy z liczbami. Nie chodzi o tłum, liczy się każdy człowiek. Każdy, którego spotkamy. Zawsze jest sens takiego wyjścia. Musimy docenić wartość personalnego duszpasterstwa a ogromnym polem jest posługa kierownictwa duchowego.

Musimy wygrywać moment pierwszego spotkania z danym człowiekiem, czasem wystarczy poczęstować uśmiechem, ciepłym spojrzeniem. Chodzi o zaszczepienie w ewangelizatorach mocnego przekonania o skuteczności ubogich środków. Nic przy sobie mieć nie muszę skoro jestem ja i dzielę się Jezusem, którym żyję.

Trzeba nam więcej wiary w skuteczność Bożego Słowa. Przecież wiemy, że musi być czas, aby ziarno wzrosło, a przede wszystkim musi ono najpierw obumrzeć. Nieraz nam brak cierpliwości i zaufania do tego, że Bóg działa przez słowo posiane. Dlatego potrzebujemy więcej cierpliwości i więcej zawierzenia Panu! Benedykt XVI mówi, że my musimy być gotowi na obumieranie, na danie swego życia, poniesienie kosztów ewangelizacji. To wręcz gotowość do cierpienia dla rozwoju ziarna w człowieku.

Kapłani muszę mieć więcej gotowości do współpracy ze świeckimi. Potrzeba pierwszeństwa kontemplacji i adoracji przed akcją. Ograniczyć musimy indywidualizm duszpasterski – to osłabia autorytet Ewangelii.

Są również zadania wobec ludzi dla będących w Kościele, a niepodejmujących dzieła ewangelizacji. Przede wszystkim musimy ich zachwycić osobą Jezusa. Tym, że jest z nami, nas kocha i pragnie naszego szczęścia. To przesłanie musi trafić do tych ludzi. Trzeba w nich budzić pragnienie zbawienia. To od razu będzie budziło zapał ewangelizacji.

Zadbajmy o podniesienie poziomu rozumienia chrześcijaństwa, jego istoty, wartości i piękna. Polega to na zaangażowaniu autentycznie w pracę nad sobą i Kościół. To jest droga do obudzenia poczucia odpowiedzialności za bogactwo obdarowania od momentu chrztu.

Trzeba także przejść z poziomu moralizatorstwa na poziom kształtowania w wiernych duchowości. Trzeba im pomagać rozwijać życie duchowe. Jeżeli udział w liturgii nie idzie z rozwojem duchowym, to nie dziwmy się, że człowiek nie będzie wiedział o co chodzi i po co przychodzi.

Człowiek musi żyć Bogiem. Nie wystarczy samo życie dekalogiem. Dopiero z doświadczenia Boga rodzi się wytrwała chęć dawania Go innym.

Powinniśmy tworzyć i kształtować „szkoły modlitwy”. Nie chodzi o pouczanie jak się modlić a raczej o zaproszenie do wspólnej modlitwy. Po prostu należy ludzi zaprosić i wspólnie się modlić. Od tego momentu często zaczyna się przyjaźń z Bogiem. Musimy pomagać tym ludziom wychodzić na pustynie i tam słuchać Pana a także otwierać na wartość i skuteczność Bożego Słowa.

Podobnie trzeba przybliżać wartość łaski sakramentalnej. Potrzeba więcej pozytywnego nauczania a nie tylko utyskiwania jak jest źle, politykowania i rozstawiania po kątach. Niestety czasami w Kościele obrywają Ci, którzy szukają w nim umocnienia.

E.Ł. – Zespół Prasowy

1 KOMENTARZ

Comments are closed.