Uklęknął przed młodzieżą i poprosił, by się za niego pomodlili. Tak rozpoczęła się poruszająca katecheza abpa Grzegorza Rysia, którą skierował do gimnazjalistów przygotowujących się do sakramentu bierzmowania, zebranych w Hali Polonia w Częstochowie podczas IV Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji.

Zachęcamy gorąco do lektury.

 

Już nigdy nie będziesz sam!

 

W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza». A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony.

J 7, 37-39

 

Kochani, usłyszeliśmy krótki tekst z Ewangelii – 2 wersety. Chciałbym zacząć tę refleksję z wami od samego początku tej Ewangelii. To, co Jezus powiedział, powiedział w ostatnim, najbardziej uroczystym dniu Święta. To Święto to było Święto Namiotów. Jak Żydzi w czasach Jezusa mówili Święto, to mówili Święto Namiotów.

To jest bardzo ciekawe, jak się czyta przypisy Starego Testamentu, co w to Święto się robi, to najważniejsze co mówi Pismo na temat tego Święta jest to, że w tym dniu się absolutnie nic nie robi. W Polsce jest teraz ten temat, bo są ludzie, którzy proszą nasz Sejm i Senat, żeby przywrócić nam niedzielę, żeby był to dzień wolny. Rozmaici ludzie się nas pytają, po co ta niedziela? Niedziela to jest dzień, w którym się nie działa – stąd się wzięła nazwa niedziela. Nie działasz. Nic nie robisz. Lubicie nic nie robić? Niektórym nic nie robienie kojarzy się z facetem, który leży na tapczanie i ma pilot w ręce. Nie o to chodzi. Dlaczego człowiek potrzebuje takiego dnia i takiego czasu, w którym nic nie robi? Wiecie dlaczego? Dlatego żeby wreszcie Pan Bóg mógł cokolwiek zrobić w moim życiu. Bo najczęściej jest tak, że ja ciągle coś robię.

Mam takie wrażenie, jak czasem rozmawiam z waszymi rówieśnikami… to nieraz jestem zdumiony. Bo wiecie – mnie wszyscy mówią, że ja dużo robię, ale ja nie robię tyle co wy. „Przyjdź na spotkanie.” „Nie nie, dzisiaj mam basen.” „Ale może byś przyszedł jednak…”; „Nie nie, bo dzisiaj mam tenis.” „A jutro?” „Nie, jutro mam język niemiecki.” „A pojutrze?” „A pojutrze to nawet nie pytaj, bo mam angielski.” Bez przerwy coś robię. Zatrzymaj się na moment. Przestań robić. Zafunduj sobie taki moment, w którym nic nie robisz. Najbardziej uroczysty dzień Święta – zakaz jakiejkolwiek pracy. Po co? Żeby wreszcie Pan Bóg mógł zacząć działać w moim życiu. Żeby On wreszcie mógł być aktywny.

Nie robisz. Czekasz na to, co zrobi Pan Bóg. To jest pierwsza rzecz, którą wam chcę powiedzieć. W sondzie było zadane pytanie o to, czego pragniesz, a ta Ewangelia mówi, że są takie rzeczy w życiu, których nie mogę sam wypracować. Których sam nie zarobię. Jasiek Mela tak fajnie przed chwilą mówił, że możecie być szczęśliwi bez zmiany konta, bo są rzeczy, na które i tak ci nie starczy kasy. Możesz je tylko dostać.

Zastanawiam się, czy nie jest tak, że to co najważniejsze w życiu, możemy tylko dostać. I że tak naprawdę to, co jest rzeczywiście ważne, jest nie do kupienia. Nie kupisz. A jak będziesz chciał kupić, to zrobisz z siebie durnia. Jest taki tekst u proroka Izajasza, to jest 55 rozdział, w tej Świętej Księdze Izajasz mówi tak w imieniu Boga:

 

Wszyscy spragnieni przyjdźcie do wody, przyjdźcie choć nie macie pieniędzy. Kupujcie i spożywajcie bez pieniędzy.

 

Przyjdźcie do wody bez pieniędzy, bo nie ma takich pieniędzy, za które mógłbyś kupić w życiu to, co jest najważniejsze.

Bardzo uważnie słuchałem tej sondy i potem bardzo uważnie patrzyłem na wyniki, które podaliście. Zawsze śledzę takie ankiety, kiedy się pyta młodych ludzi, co dla nich jest ważne, czego chcą, czego pragnął. Nie zapomnę spotkania, kiedy byłem młodym księdzem i ksiądz kardynał Franciszek nieżyjący już dzisiaj, poprosił mnie, żebym był sekretarzem takiego ciała w diecezji, które się nazywa Rada Duszpasterska Archidiecezji Krakowskiej. I kiedyś na tej radzie była dyskusja na temat tego, skąd się bierze w Polsce taka duża liczba samobójstw młodych ludzi. Był rzeczywiście taki moment w początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy co chwilę w gazetach się czytało, że jakiś młody człowiek targnął się na swoje życie.  I ksiądz kardynał zaprosił dwóch profesorów socjologii, żeby o tym rozmawiali między sobą. Jeden mówił tak: „Co się dziwić młodym? Jakie oni dzisiaj mają perspektywy? Nie ma pracy, znaczy nie ma pieniędzy. Nie ma pieniędzy znaczy nie ma domu, nie kupi sobie mieszkania. Nie ma mieszkania, no to przecież się nie ożeni, ani nie wyjdzie za mąż, no bo przecież, gdzie będzie mieszkał. No to właściwie, po co żyć?” Pamiętam świetnie te czasy, ja wtedy miałem taką fajną wspólnotę ludzi, którzy dopiero co kończyli studia. Niektórzy z nich kończyli dwa albo trzy kierunki. Słuchajcie – ileś lat się uczysz, wszyscy ci mówią, że to jest strasznie ważne to, czego się uczysz. Nauczyłeś się jednego i już jesteś magistrem. Teraz się uczysz drugiego i robisz drugie magisterium. Potem robisz jeszcze cztery kursy zawodowe i wychodzisz z tych studiów, jesteś tak dobrze przygotowany i dziewięć miesięcy jesteś na bezrobociu i wszyscy ci pokazują, żeś jest skończony dziad. Nie masz pracy, nic nie potrafisz. A najlepsze jest to, co ten człowiek zaczyna o sobie myśleć: do niczego się nie nadaję, niby jestem tak przygotowany, tak kompetentny, ale nikomu nie jestem potrzebny. Albo się wiesza, albo skacze z mostu. I to była teza jednego z tych profesorów, że w takich warunkach żyć się nie da. Byliśmy bardzo ciekawi tego, co powie ten drugi, a on wstał i powiedział tak: „Kompletnie się nie zgadzam. Młodzi ludzie nie dlatego odbierają sobie życie, że ono jest trudne, tylko odbierają sobie życie dlatego, że zostają z nim sami, że nie ma nikogo przy nich.”

Z tej ankiety, która była zrobiona na ulicy, nie wiem, co wami wstrząsnęło, ale mną najbardziej wstrząsnęła ta rozmowa z tymi dwoma najmłodszymi dziewczynkami i to, jak ta druga powiedziała, że ona ma tylko jedno pragnienie, żeby tata wrócił do domu. I jak ten tata nie wróci i jak to pragnienie się nie spełni, to ona będzie rosła w takim przerażającym doświadczeniu, że jest sama. I wcale nie musi przyjść nie wiadomo jak trudne doświadczenie, żeby ją złamało. Bo ostatecznie jest tak, że w życiu można przeżyć wszystko, byle byś miał przy sobie kogoś.

Kiedy się młodych ludzi pyta, co jest dla nich najważniejsze w życiu, to z reguły mówią rodzina i przyjaźń. To jest to zdrowe wyczucie, że kiedy już zaczynamy mówić o pragnieniach poważnych, to pragniemy nie czegoś, tylko kogoś. Żeby był przy mnie ktoś. Żebym nie był w życiu sam. Żeby był przy mnie ktoś.

Kupcie to sobie! Kupcie sobie kogoś. Da się? Niektórym się wydaje, że się da. Możecie mieć tez takie doświadczenia w życiu, że ktoś was próbuje kupić. W relacjach między sobą próbujemy nieraz kupować ludzi. Myślę, że czasem próbujemy też kupować Boga. To jest chyba dość częste.  Panie Boże, przez tydzień będę odmawiał różaniec, tylko żeby ta Matura mi wyszła, zwłaszcza z tej chemii. Wiecie jak pobożność wzrasta przed Maturą? Bóg Ojciec to wiemy, kto to jest, Syn Boży też, a mimo tego, że Duch Święty jest dla nas takim Bogiem nieznanym, to przed Maturą modlimy się – Duchu Święty, przyjdź. I to się dalej kontynuuje, bo zaraz po Maturze są studia, pierwsza sesja, sesja poprawkowa, potem komis, potem druga sesja poprawkowa, komis oblany i już nie ma trzeciej sesji. I mówimy – Duchu Święty, jak tak masz przychodzić, to się wypchaj. Ja Ci daję, żebyś Ty mi dał. Przecież ta moja pobożność nie jest za darmo. Jest w nas pokusa kupowania kogoś. Nie da się kupić kogoś. Nie da się kupić człowieka. Nie da się kupić ludzkiej miłości. Nie da się kupić Boga. Nie da się kupić miłości Boga do siebie. Można ją tylko dostać. Można ją tylko przyjąć.

Nic nie zrobicie po to, żeby was Pan Bóg kochał. Nie zapłacicie za to. Nie macie czym. Ja już nawet nie próbuję. Nikt z nas nie kupi sobie miłości Boga. Prawda jest też taka, że nie musimy, bo Bóg mnie kocha jako pierwszy.

Wracam do tej Ewangelii. W ostatnim, najbardziej uroczystym dniu Święta, czyli w takim, w którym nic nie robisz, Jezus pyta: Masz pragnienie w sobie? Masz rzeczywiste pragnienie? To znaczy, nie pragniesz czegoś, tylko Kogoś. Masz w sobie pragnienie szczęścia z Kimś, spełnienia z Kimś? Masz w sobie to pragnienie? Jezus mówi przyjdźcie do Mnie. Strumienie wody żywej popłynął z Mojego wnętrza. Św. Jan komentując mówi, że Jezus powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego. Jest taki piękny tekst w Ewangelii, gdzie Pan Jezus mówi o modlitwie. I mówi tak – proście, a otrzymacie. Jeśli kogoś z was ojców syn prosi o jajko, to podacie mu skorpiona? A jak cie prosi o chleb, to dasz mu kamień? A jak cię prosi o rybę, dasz mu węża? I teraz słuchajcie – u Mateusza jest napisane tak:

 

Jeśli wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ile bardziej Ojciec Niebieski da tym, którzy Go proszą. A u św. Łukasza jest tak: Jeśli wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ile bardziej Ojciec Niebieski da tym Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

 

Pan Bóg wam nie chce dawać jajek, nie chce nam dawać ryb i nie wiem, czego jeszcze. Chce nam dać siebie. Siebie. I pokazuje nam w tym obrazie, że to, co chce nam dać, jest w naszym życiu jak woda. Człowiek, który żyje w Częstochowie, w Krakowie czy w Łodzi, to myślę, że tego nie rozumie, bo idziesz do kranu, odkręcasz i nasz wodę.  Ale Jezus to mówi w Ziemi Świętej, gdzie woda jest skarbem i dlatego tam ludzie lepiej wiedzą, że bez wody nie przeżyjesz. Nie przeżyjesz. Jeśli przyjmiesz od Jezusa ten dar, którym jest Duch Święty – masz Życie. Jak nie przyjmiesz – jesteś trupem. Jesteś trupem… jak nie dzisiaj to za tydzień. Nie chodzi o byle co, tylko o dar, który jest rozstrzygający o życiu. To jest woda. Dar, który rozstrzyga wszystko. Masz go w sobie – żyjesz. Nie masz wody – już umarłeś. Paradoks tej Ewangelii polega na tym, że Jezus mówi, że jest w życiu coś, czego potrzebujesz koniecznie, bez czego umrzesz, ale jednocześnie mówi, że nie możesz sobie tego kupić, nie możesz tego zarobić, nie możesz na to zapracować. Możesz to tylko dostać. Możesz to tylko wziąć. Chcecie wziąć?

Pan Jezus zamykając to Swoje Słowo do nas, mówi tak:

 

Duch jeszcze nie był dany, bo Jezus nie został jeszcze uwielbiony.

 

Jak to jest, że możemy dostać od Boga Ducha Świętego – tę wodę, bez której nie możemy żyć? Już wiemy, że nie mogę na to zapracować. Nie mogę tego kupić. Co się musi wydarzyć, żebym mógł dostać Ducha Świętego? Ewangelia mówi nam, że Jezus musi zostać uwielbiony. To jest taki fragment, który kocham opowiadać, zwłaszcza małym dzieciom. Co to jest uwielbienie Jezusa, czyli że Jezus jest chwalebny, otoczony chwałą. Dzieciom zwykle tłumaczę to tak, a dorośli wtedy zaczynają coś kumać… Chwała w języku Biblii, w języku hebrajskim znaczy tyle samo co ciężar. Na przykład kontrabas jest w zestawieniu ze skrzypcami chwalebny. Wolę porównywać tak, bo inaczej musiałbym poprosić jakiegoś takiego poważnego księdza i powiedzieć, że on jest chwalebny, a ja przy nim jestem miniaturka.  Ale w zestawieniu z niektórymi z was to znowu ja jestem chwalebny. Chwała znaczy ciężar. Chwalebny jest ten, kto dużo waży. Po polsku mówimy, że jest ważny. Ważny jest ten, kto dużo waży. Wiecie, jak to się dzieciakom tłumaczy… że wieczorem o 20.00 jest mecz Real – Barcelona. A proboszcz właśnie wymyślił nabożeństwo różańcowe. I macie teraz dwie szalki wagi i na jednej szalce jest Messi, Ronaldo, jeszcze do niedawna Naymar, Iniesta… każdy z nich kosztuje więcej niż cała reprezentacja Polski więc waga tej szalki jest niebywała. A na drugiej szalce jest Pan Jezus. Ja mam prośbę do proboszczów, żeby nie robili takich wyzwań dzieciom. Proszę nie dopuszczać do takich prób wiary. Raz bierzmowałem jak się zaczynały mistrzostwa Europy w piłce nożnej i Polska chyba grała z Rosja i proboszcz wymyślił bierzmowanie na tę godzinę. Jeden chłopak szedł do bierzmowania – biała koszula, krawat, garnitur i korki z zieloną sznurówką. Jak szedł przez kościół to wszyscy mu bili brawo, bo rozumieli co on traci tego dnia i gdzie on ma teraz swoje serce.

Dopóki mówimy o dzieciach, to wybór jest pomiędzy meczem Real – Barcelona a Jezus. Ale im jesteśmy starsi, tym to pytanie o wagę Jezusa staje się coraz poważniejsze. Jezus w moim życiu jest uwielbiony, chwalebny, kiedy dużo waży i kiedy potrafi wszystko w moim życiu przeważyć. Jeśli Jezus nie potrafi wszystkiego w moim życiu przeważyć, to znaczy, że nie jest Bogiem. To znaczy, że nie jest Bogiem. Jeśli jest w życiu coś, co jest dla mnie ważniejsze, co waży więcej, to bądźmy szczerzy i powiedzmy, że to jest mój Bóg, a nie Jezus, jeśli Jezus nie potrafi wszystkiego przeważyć.

Duch nie był dany, ponieważ Jezus nie został uwielbiony. Kiedy Jezus jest uwielbiony? Dlaczego Jezus najwięcej waży? Bo jest ukrzyżowany. Jest tylko jeden moment chwały w życiu Jezusa. To jest Jego Krzyż.  I dlatego kiedy Jezus umierał, to ostatnim tchnieniem dał nam Ducha Świętego. Tchnął. Duch zostaje dany, ponieważ Jezus zostaje uwielbiony, czyli wywyższony na Krzyżu. To jest rzecz nie do pojęcia, nie do zrozumienia, że wielkość Boga polega na tym, że był gotów umrzeć na Krzyżu. I to jest fakt obiektywny – Duch Święty został dany dopiero wtedy, kiedy Jezus został wywyższony – kiedy umarł na Krzyżu. To jest cena. To jest fakt obiektywny.

Teraz najważniejsze pytanie, czy jest to też fakt w twoim osobistym życiu? Czy patrzyłeś kiedyś na Krzyż i na Jezusa z takim odkryciem, że jest on dla ciebie strasznie ważny? Bo umarł za mnie. Bo nikt inny za mnie nie umarł. A On mnie kocha tak, że oddał za mnie swoje życie. W cierpieniu, jak niewolnik na Krzyżu.

Ja nie lubię horrorów, ale kiedyś czytałem taki medyczny opis umierania na krzyżu. Na krzyżu człowiek się dusił. Jak wisiał, to nie mógł oddychać. Więc żeby oddychać to się dźwigał na nodze, żeby trochę zaczerpnąć powietrza. Jezus się dźwigał na nodze, którą miał przebitą gwoździem. Ciekawe, czy byście potrafili… Ale jak chciał oddychać, to się musiał dźwigać na tej przebitej nodze. Ale nie ustoisz na tej przebitej nodze, więc opadasz. Jak opadasz, to się znowu dusisz i się dźwigasz na tym gwoździu, żeby zaczerpnąć powietrze i padasz z bólu, to się znowu dusisz, więc się zrywasz… Trzy godziny. Po trzech godzinach się udusił, bo już nie miał siły podnieść się na tej nodze. I On to zrobił dla mnie, więc jak patrzę na ten Krzyż i na Niego, to chcę Mu mówić, że w moim życiu jest chwalebny, że w moim życiu jest ważny. Że w moim życiu jest najważniejszy. Jest moim Panem. I wtedy, kiedy to mówisz, kiedy mówisz, że jest twoim Panem, to Duch Święty w tobie już tryska jak źródło, bo nie potrafisz tego powiedzieć bez Ducha Świętego.

Jeśli chcecie ze swoim pragnieniem przyjść do Jezusa i uwierzyć w to Słowo, które słyszeliśmy, bo Jezus mówi: Jesteś spragniony? Przyjdź do Mnie. Przyjdź. I nie musisz nic robić. Nie musisz na to zarabiać. Nie musisz za to płacić. Przyjdź. Dostaniesz ode Mnie – nie coś, ale Kogoś. Kogoś. Nic cię w życiu nie złamie.

Tego Kogoś nazywamy Paraklet. To jest Ktoś, kogo wołasz do boku – para kaleo, żeby stanął przy mnie. Stoi przy mnie Duch Święty. Nie jestem sam. Jest ci dany, ale wtedy i tylko wtedy, jak Jezus zostaje uwielbiony i jak patrząc na Krzyż potrafisz zgiąć się Jezusowi do stóp i powiedzieć Pan mój i Bóg mój. Kocham Cię. Jesteś w moim życiu najważniejszy.

Jest taki moment niesłychany – moment adoracji. Kocham to opowiadać, bo to się wiąże z młodymi w waszym wieku. To była druga parafia, którą wizytowałem w moim życiu biskupim. Przyjechałem na wizytację, a proboszcz mówi, że u niego nie będzie bierzmowania. Nie to nie.  W bierzmowaniu jest taki moment, kiedy proboszcz prosi biskupa, żeby mu bierzmował te dzieci i jak proboszcz mówi, że nie, to nie. Proboszcz mówi, że oni nie są gotowi. Powiedziałem: Zaproś mi ich w piątek wieczorem do Kościoła na 45 minut na modlitwę w ciszy, na adoracje. On popatrzył na mnie. Oczy mu się szeroko otworzyły. Jest ode mnie 3 lata starszy więc mógł mi tak powiedzieć i mówi: Słuchaj ty… Jesteś głupi. Powiedziałem: OK., ale mimo to, zaproś ich.

Było ich jakieś 180 osób. Wyszedłem do tych fajnych gimnazjalistów i mówię: Słuchajcie, chciałbym wam zaproponować pół godziny adoracji i ciszy. I widzę takie pytane w oczach, co to jest adoracja? Mówię, wiecie, adoracja to jest taka prosta modlitwa, najprostsza ze wszystkich. Zaraz tu wystawimy Pana Jezusa, przychodzisz i chcesz Mu pocałować stopy. Nikomu w życiu nie całujesz stóp. Przed nikim się tak nie zginasz. Chcesz Mu powiedzieć – Ty i tylko Ty.

Wiecie, to było w górach. Na podhalu chłopaki do bierzmowania stoją przebrani za Janosików z rekami założonymi za pasy. Każ mu się schylić. On jakby miał miotłę w plecach. I mówię im: musicie się tak zgiąć, jakbyście chcieli Go całować w nogi, w stopy.  Pokażcie Mu w ten sposób – Ty i tylko Ty. Przed nikim innym tak się nie zgiąłem w życiu. I nie bójcie się, bo wiecie, co się zaraz stanie? On was z tych kolan podniesie i powie: Całuj mnie w usta. Nie całuj mnie po nogach, całuj mnie w usta. Adoracja to jest pocałunek miłości. To jest taki moment, kiedy Jezus nas podnosi z kolan i mówi: Jesteś Mi równy. Jesteś dla Mnie jak partner w życiu. Nie pozwolę, żebyś klęczał przede Mną. Podnieś się i pocałuj mnie w usta.

Tyle im powiedziałem. W kościele było pół godziny tak niewyobrażalnej ciszy… Te pół godziny to był kolejny, a może pierwszy moment w życiu tych ludzi, kiedy Duch Święty w nich wytrysnął jak źródło.

Bo w momencie, kiedy Jezus jest uwielbiony, to Duch Święty jest dany. I już nigdy nie będziesz sam.

_____________________________

Zdjęcia: Magdalena Pijewska/Niedziela