Abp Rino Fisichella – Konferencja wygłoszona podczas Kongresu Nowej Ewangelizacji

0
1021
abp Rino Fisichella

Czym jest nowa ewangelizacja i co oznacza ona dla Kościoła

Nowa ewangelizacja jest wyzwaniem. Więcej, jest wielkim wyzwaniem podejmowanym
przez Kościół, aby na nowo doświadczy
obecności Zmartwychwstałego Chrystusa, który prowadzi go poprzez dzieje. Moglibyśmy
znaleźć wiele różnych definicji nowej ewangelizacji. Jednak już w 1976 roku Paweł VI mówił:
„Żadna niepełna i niedoskonała definicja nie może zadośćuczynić bogatej, wielostronnej i
dynamicznej rzeczywistości, jaką jest ewangelizacja, żeby nie zaistniało równocześnie
niebezpieczeństwo osłabienia jej sensu lub nawet zniekształcenia. W żaden bowiem sposób nie
można jej pojąć bez uwzględnienia w jednym wejrzeniu wszystkich koniecznych jej
czynników”. (EN 17) I dalej stwierdzał z mocą, aby uniknąć jakichkolwiek niejasności: „Nie ma
prawdziwej ewangelizacji bez głoszenia imienia i nauki, życia i obietnic, Królestwa i tajemnicy
Jezusa Nazareńskiego, Syna Bożego”. (EN 22) Troskę Pawła VI o to, by ewangelizacja była
prawdziwie nowa, odnajdujemy jednak wyraźnie w następującym fragmencie: „Problem tego,
«jak ewangelizować» pozostaje stale aktualny, bo sposoby ewangelizowania zmieniają się w
zależności od okoliczności czasu, miejsca i kultury ludzi. Te różnice domagają się od nas ich
odkrycia i przystosowania. Przede wszystkim na nas, Pasterzach Kościoła, ciąży obowiązek
odważnego, mądrego i wiernego względem treści zawartej w ewangelizacji szukania nowych
sposobów, jak najbardziej przydatnych i skutecznych w niesieniu ludziom współczesnym
ewangelicznej nowiny.” (EN 40) W tej Adhortacji apostolskiej odnajdujemy ważne punkty, które
są nadal fundamentalnymi treściami dla nowej ewangelizacji dzisiaj: liturgia, pierwszeństwo
świadectwa, konieczność wykorzystywania nowych środków przekazu, pobożność
ludowa…, słowem aktualność Evangelii Nuntiandi, jako pierwszej refleksji Magisterium w kilka lat po soborze, pozostaje
nadal jako ciągłe wyzwanie.
Od czasu swojej homilii w Nowej Hucie, w czerwcu 1979 roku, gdzie po raz pierwszy użył
terminu nowa ewangelizacja, Jan Paweł II przez 26 lat uczył nas, jak ważne jest zrozumienie
znaczenia nowego „zapału”, nowych „metod” oraz nowych „środków wyrazu”. Wreszcie,
Benedykt XVI postanowił podjął to wyzwanie w sposób konkretny i powołał do życia Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej
Ewangelizacji po to, aby „udzielić właściwych odpowiedzi, aby cały Kościół, odradzając się w
mocy Ducha Świętego, zwrócił się do współczesnego świata z nowym zapałem misyjnym, by
krzewić nową ewangelizację.” (US)
Wydaje się jednak rzeczą ważną, aby już na początku naszych rozważań zauważyć,
że Kościół nie idzie drogą nowej ewangelizacji sprowokowany do tego silnie obecnym
sekularyzmem, ale nade wszystko dlatego, że chce być posłuszny i wierny słowu Pana Jezusa,
który nakazał mu iść na cały świat i głosić Jego Ewangelię wszelkiemu stworzeniu (Mk 16, 15).
W tej prostej myśli zawiera się projekt na najbliższe dziesięciolecia, w którym musimy
pokazać, że jesteśmy w stanie w pełni zrozumieć, jak wielka odpowiedzialność spoczywa
na Kościele Chrystusowym w tym szczególnym momencie historycznym. Kościół istnieje po to,
by w każdym czasie nieść Ewangelię każdemu człowiekowi, niezależnie od miejsca.
Przykazanie Jezusa jest tak przejrzyste, że nie dopuszcza żadnego rodzaju niezrozumienia,
ani żadnego alibi. Ci, którzy wierzą Jego słowu, są posłani na drogi świata, aby głosić,
że obietnica zbawienia stała się rzeczywistością. Głoszenie musi być połączone z takim stylem
życia, który pozwoli na rozpoznanie uczniów Pana, gdziekolwiek się znajdą. Tak długo,
jak sercem chrześcijaństwa pozostanie Jezus Chrystus, spotkanie z Nim będzie zawsze
wstrząsem, który pozwoli na pełne zrozumienie treści tego, co się głosi. Droga nowej
ewangelizacji jest wyznaczona, my jesteśmy wezwani do tego, aby odnowić głoszenie Jezusa
Chrystusa, tajemnicy Jego śmierci i zmartwychwstania, aby na nowo wzbudzić wiarę w Niego
poprzez przemianę życia. Gdyby nasze oczy były w stanie wejrzeć głęboko w wydarzenia,
które naznaczają życie współczesnego nam człowieka, łatwo byłoby nam zobaczyć, jak bardzo
podatny jest to teren na głoszenie tego przesłania. Powinniśmy w istocie prowokować
do refleksji nad sensem życia i śmierci, sensem życia po śmierci; wokół tych kwestii,
które naznaczają egzystencję i określają tożsamość każdego, nie może zabraknąć Jezusa
Chrystusa. Jeśli przesłanie głoszone w nowej ewangelizacji nie będzie zawierało czynnika
tajemnicy, w którą spowite jest życie, i która włącza nas w nieskończoną tajemnicę boskości
Jezusa Chrystusa, nie będzie miało skuteczności niezbędnej do tego, aby wymagać odpowiedzi
wiary.

Z korzyścią dla naszej refleksji byłoby może przywołanie słów apostoła Pawła: „Jak więc
przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie: zapuśćcie w Niego
korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie w wierze, jak was nauczono,
pełni wdzięczności. Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą
czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie.”
(Kol 2, 6-8). Kondycja wspólnoty chrześcijańskiej w dniu dzisiejszym nie różni się znacząco
od tej, która była udziałem pierwszych uczniów w Kolosach. W odróżnieniu od chrześcijan
należących do innych wspólnot, życie i postępowanie tych wierzących nie dawały Pawłowi
żadnych powodów do napominania, wręcz przeciwnie. Według wiadomości, które do niego
dochodzą, zasługują oni na pochwałę tak ze względu na wyznawaną wiarę w Jezusa Chrystusa,
jak i na świadectwo miłości; zarówno jedno, jak i drugie, wypełniają ich myśli i są podporą
nadziei, co możemy dostrzec w słowach z początku listu: „Dzięki czynimy Bogu, Ojcu Pana
naszego Jezusa Chrystusa, zawsze, ilekroć modlimy się za was – odkąd usłyszeliśmy o waszej
wierze w Chrystusie Jezusie o o waszej miłości, jaką żywicie dla wszystkich świętych –
z powodu nadziei [nagrody] odłożonej dla was w niebie.” (Kol 1, 3-5). Troska apostoła jest
jednakże skierowana w stronę kontekstu kulturowego, w którym żyją wierzący. Obawia się on,
że mogliby dać się łatwo zwieść nowym doktrynom, filozofiom obcym jego nauce
oraz fałszywym ideom, mogącym prowadzić do pewnej formy synkretyzmu, który zniweczyłby
nowość Ewangelii. Chrześcijanie są zaproszeni zatem do tego, aby umieli odróżnić prawdę
od fałszu, rozeznać między tym, co przynosi owoc, a tym, co bezowocne i ulotne. Interesujące,
że Paweł przypomina Kolosanom w pierwszym rzędzie o ich wyznaniu wiary. Został im
ogłoszony Chrystus, oni usłyszeli Jego słowo, przyjęli ewangelię i nawrócili się. Na tej drodze
zbudowali swoje życie postępując tak, aby można w nich rozpoznać uczniów Pana. Wspólnota
musi jednak trwać z całą mocą w przesłaniu ogłoszonym jej przez apostoła, bez żadnych
odstępstw. Słowem, przekazywanie wiary jest czynnikiem determinującym, bowiem ona
ma znaczenie decydujące dla zachowania wierności głoszonej ewangelii, jak również
dla życzliwego przyjęcia przez tych, którzy poznają wiarę. Cztery wyrażenia, których używa
Paweł, są szczególnie interesujące i pozostają imperatywami także dla nas: „postępujcie
w Panu”, „umacniajcie się w wierze”, [bądźcie] pełni wdzięczności”, „baczcie, aby nikt was nie
zwiódł”. Niewzruszoność skały, na której mamy budować chrześcijańską egzystencję, nie stoi
w sprzeczności z drogą, do której pokonywania jesteśmy wciąż wzywani, w celu coraz
głębszego wejścia w tajemnicę. Sadzenie i wzrost są zresztą przyczyną i skutkiem i tylko w ten
sposób możliwe jest budowanie wspólnoty z coraz to nowymi uczniami. Podobnie,
owa niewzruszoność jest umacniana nauczaniem, które jest dane chrześcijanom, aby nie dawali
się ponosić najróżniejszym wizjom życia. Przypominanie o zachowaniu uwagi, baczności,
aby nikt nie znalazł się w pułapce, jest prawdziwą troską dla apostoła nie tylko po to, aby jego
posługa nie poszła na marne, ale przede wszystkim po to, by chrześcijanie nie wpadli po raz
kolejny w poczucie braku sensu życia. Dziękczynienie, wreszcie, pozwala nam dostrzec,
w jakim stopniu modlitwa jest dla wspólnoty chrześcijańskiej miejscem o głębokim
i nie dającym się niczym zastąpić znaczeniu. Nie chodzi jedynie o oddawanie dziękczynienia
Panu w hymnach i śpiewach właściwych modlitwie, ale o sprawowanie momentu liturgicznego
z całym bogactwem, należnym w zamian za otrzymany dar wiary. Jednym słowem, apostoł
po raz kolejny stawia wierzących w obliczu pełni życia w wierze, która znajduje swój wyraz
w jej wyznawaniu, w modlitwie i w świadectwie.
Oczywiście, nie możemy nie dostrzegać, że i dzisiaj mamy do czynienia z wieloma
„doktrynalnymi zawieruchami”, które wprowadziły, i nadal wprowadzają zamęt.
Wielkim problemem jest zeświecczenie, które zmieniło nasze społeczeństwo, naszą kulturę, a co
za tym idzie, nasz sposób myślenia i nasze postępowanie. Istnieją pewne stwierdzenia, o których
warto nie zapominać, by móc bezpośrednio odczytać sens kontekstu kulturowego, w którym się
znajdujemy. Dwa stwierdzenia mogą tu pomóc. Pierwsze, autorstwa filozofa Martina
Heideggera: „Czas nocy świata jest marnym czasem, gdyż marnieje coraz bardziej.
Zmarniał aż tak, że nie potrafi już rozpoznać, iż brak Boga jest właśnie brakiem”.
Drugie, to prowokujące zdanie autorstwa jednego z najbardziej płodnych myślicieli
dziewiętnastego wieku, Dostojewskiego: „Sedno problemu jest następujące: czy człowiek
kulturalny, Europejczyk naszych czasów, może jeszcze wierzyć w bóstwo Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego? Gdyż w gruncie rzeczy cała wiara na tym polega”.
Papież Benedykt XVI, w trakcie swojej zeszłorocznej wizyty w Niemczech, dał nam pewne
wskazówki, jak odpowiedzieć na te pytania: „Nieobecność Boga w naszym społeczeństwie staje
się coraz bardziej uciążliwa, historia Jego objawienia, o którym mówi nam Pismo, zdaje się być
umieszczona w coraz bardziej oddalającej się przeszłości. Czy należy może poddać się presji
sekularyzacji, stać się nowoczesnymi przez rozwadnianie wiary? Oczywiście, wiara winna być
na nowo przemyślana i przede wszystkim przeżywana dzisiaj po nowemu, aby stała się
teraźniejszością. Nie pomoże jednak rozcieńczenie wiary, lecz jedynie przeżywanie jej
całkowicie w naszym dniu dzisiejszym… Nie wybawi nas taktyka, nie uratuje ona
chrześcijaństwa, lecz wiara przemyślana i przeżywana na nowo, dzięki której Chrystus, a wraz
z Nim żyjący Bóg, wejdzie w ten nasz świat.” (23 września 2011). I, na koniec, zadaje pytanie:
„Na nowo pojawia się w centrum debat pytanie: czym jest reforma Kościoła? Jak się odbywa?

Jakie są jej drogi i cele? Nie tylko ludzie wierzący, ale także osoby spoza ich kręgu
z niepokojem obserwują, jak osoby regularnie uczęszczające do kościoła stają się coraz starsze
a ich liczba nieustannie się zmniejsza, zastój w powołaniach do kapłaństwa, narastanie
sceptycyzmu i niedowierzania. Co więc powinniśmy robić? Jest na ten temat wiele
niekończących się dyskusji, co zrobić, żeby odwrócić tę tendencję. Oczywiście, trzeba zrobić
wiele rzeczy. Ale samo ich robienie nie rozwiązuje problemu. Rdzeniem kryzysu Kościoła
w Europie jest kryzys wiary. Jeżeli nie znajdziemy nań odpowiedzi, jeżeli wiara nie nabierze
na nowo żywotności, stając się głębokim przekonaniem i rzeczywistą siłą dzięki spotkaniu
z Jezusem Chrystusem, wszelkie inne reformy pozostaną nieskuteczne. (Życzenia na Boże
Narodzenie dla Kurii Rzymskiej, 22 grudnia 2011).
Nowi Ewangelizatorzy
Nie można realizować nowej ewangelizacji bez nowych ewangelizatorów. W liście Świętego Pawła do Rzymian
jest napisane: „Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże mają
jednak wzywa Tego, w którego wcześniej nie uwierzyli? Jakże mieliby uwierzy, gdyby o Nim nie usłyszeli? A jakże mieliby usłysze, gdyby nikt im Go nie głosił? I jakże mogliby im głosi, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę!” (Rz 10, 13-15). Jak widać, myśl apostoła stawia na pierwszym miejscu relację pomiędzy wzywaniem Pana, wiarą w Niego, a byciem posłanym, by Go głosi
tak, aby wszyscy mogli uwierzy. Fundamentem tej misji jest powołanie, od momentu wezwania imienia Pana aż po misję, ponieważ uznaje Jezusa jako Pana wszystkiego i wszystkich. Bycie ewangelizatorem zatem to
powołanie do tego, aby wszyscy mogli usłyszeć Ewangelię Jezusa, uwierzy w Niego i wzywa Jego imienia. Powołanie to rodzi się w dniu chrztu i wzywa każdego wierzącego w Chrystusa do tego, aby stał się wiarygodnym nosicielem dobrej nowiny zawartej w Jego nauczaniu. Posłanie jest zatem nierozerwalnie związane z powołaniem chrzcielnym, powołanie
to oznacza dla każdego chrześcijanina konieczność wzięcia na siebie osobistej odpowiedzialności, bez możliwości oddania jej komu innemu.
Nie można powierzyć komu innemu głoszenia ewangelii, wręcz przeciwnie, wymaga ono od każdego wierzącego
świadomości, że jest on nosicielem Chrystusa gdziekolwiek by się nie udał. Świadectwo tego
przekonania możemy odnaleźć także w najstarszych tekstach, biskup Jerozolimy, Święty Cyryl, tak mówił w swoich
katechezach: „ Przyjąwszy Ciało i Krew Pańską, stajemy się nosicielami Chrystusa”.
Chrześcijanin jest zatem ze swej natury cristoforo, niosącym Chrystusa, i tylko w ten sposób
może zrozumie głęboko znaczące słowa Pana: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo
jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje
jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” (Mt 11, 29-30). Jarzmo, o którym mówi Jezus, nie jest
niczym innym, jak tylko zaproszeniem do stania się Jego uczniami i do tego, aby dzieli
Jego życie, a w konsekwencji, mieć udział w Jego misji zbawienia.
Pierwszym ewangelizatorem jest z pewnością biskup. Jemu, jako następcy Apostołów,
powierzone zostało zadanie, aby by dla świata żywym obrazem pełnego siły i odwagi przesłania. Nie może on zachowywa
milczenia, jego doświadczenie Zmartwychwstałego zobowiązuje go do dawania
świadectwa. Zdanie Piotra, wypowiedziane w następstwie Paschy: „My nie możemy nie mówi
” (Dz 4, 20) pomimo zakazu nałożonego przez przełożonych ludu oraz groźby użycia siły,
powinno pozostać w naszym życiu jako pasterski imperatyw, od którego nie można się uchyla
. W misji ewangelizowania, właściwej dla biskupa, mają mieć wkład i udział duchowni, którzy wraz z nim tworzą unum presbyterium, czyli jedno ciało kapłańskie postawione w służbie ludu Bożego, aby głosić
i utrzymywać ciągle żywe Jego słowo. Duchowni są wezwani do stawiania czoła wyzwaniom obecnym w
życiu kapłańskim. Wyzwania, które trzeba zrozumie jako pierwsze, pojawiają się bezpośrednio w naszym byciu kapłanami. W miarę tego, w jakim stopniu będziemy w stanie przyjąć te wyzwania i uczyni
je swoimi, będziemy również zdolni widzie jako realne wyzwania, które stawia przed nami świat. Pierwszym wyzwaniem jest zatem uświadomienie sobie, co oznacza bycie kapłanami w dzisiejszym świecie, aby w pełni zrozumie
nasze powołanie. Kapłaństwo nie jest ani zdobyczą człowieka, ani jego prawem, jak wielu
uważa dzisiaj, ale darem, udzielonym przez Boga tym, których zdecydował się wezwać
do tego, aby stali przy Nim, w służbie Jego Kościoła. Jeśli zapomnimy o tym wymiarze
powołaniowym, wszystko okaże się nieporozumieniem, a z kapłana uczynimy urzędnika, a nie
człowieka sprawującego posługę pod znakiem pełnej bezinteresowności. Przyjęcie tego
stwierdzenia pozwala na umiejscowienie kapłana, w pierwszym rzędzie, w relacji do
rzeczywistości, która jest powodem jego istnienia: jest nią Eucharystia. Prawdziwe wyzwanie
polega na zrozumieniu samego siebie w odniesieniu do tajemnicy, którą sprawujemy i która
czyni z każdego kapłana sługę Chrystusa. Eucharystia pozostaje niewyczerpanym darem,
udzielonym Kościołowi i osobiście każdemu kapłanowi; dlatego właśnie zasługuje na szacunek i
oddanie, nie roszcząc sobie wszakże prawa do zarządzania tą tajemnicą, której jesteśmy sługami,
jakbyśmy byli jej właścicielami. Cała posługa kapłańska powinna się charakteryzowa
stawianiem na pierwszym miejscu nie własnej osoby, z właściwymi jej opiniami, ale Jezusa
Chrystusa.
Szczególna zupełnie rola przypada ludziom świeckim, to znaczy, wszystkim ochrzczonym,
którzy żyją doświadczeniem wiary w parafiach, stowarzyszeniach, ruchach i w tej całej
niewiarygodnej „galaktyce” danej nam przez Ducha, który bezustannie działa dla misji Kościoła
Chrystusowego i nie daje się niczym ograniczy
. Dokument Christifideles laici (1988) zawiera prawdziwe bogactwo teologii i duchowości
pozwalające zrozumie niezastąpioną rolę, jaka przypada świeckim mężczyznom i kobietom w tym szczególnym
momencie historycznym. Soborowa konstytucja dotycząca Kościoła, Lumen Gentium, zawiera
całkowicie oryginalny i determinujący klucz, pozwalający zrozumie
wkład ludzi świeckich w nową ewangelizację. Czytamy: „Ludzie świeccy zaś szczególnie
powołani są do tego, aby czynić obecnym i aktywnym Kościół w takich miejscach i w takich
okolicznościach, gdzie jedynie przy ich pomocy stać się on może solą ziemi.” (LG 33) I właśnie
to zdanie wtrącone, „jedynie przy ich pomocy”, powinno w sposób szczególny sprowokować
nas do zastanowienia się nad szczególnym udziałem, do którego powołani są świeccy.
Istnieją środowiska i konteksty, do których mogą dotrze
jedynie świeccy mężczyźni i kobiety, którzy poprzez swoje życie zawodowe są w stanie
dawać świadectwo wiary. Ich obecność w tych środowiskach jest niezastąpiona i tylko oni są zdolni nieś
tę pierwszą formę człowieczeństwa, która często jest niezbędnym preludium do mówienia o
Jezusie Chrystusie. Należy dać ludziom świeckim wszelkie wsparcie duszpasterskie, poprzez odnowę chrześcijańskiej
wspólnoty, na którą nie składają się w pierwszym rzędzie reformy strukturalne, ale która osadza
się na nowych relacjach szacunku, zaufania oraz wzajemnego przyjmowania różnorodnych
darów. Oczywistym jest, że ich działanie w świecie będzie tym bardziej skuteczne, im bardziej
będą nieśli ze sobą wspólnotę, z której się wywodzą, która będzie ich wciąż zachęcała
do sprawowania misji, będzie ich wspierała w trudnościach i pozostanie miejscem odniesienia,
gdzie będą mogli opowiada o wspaniałych rzeczach, których Pan dokonuje za pomocą ich działalności apostolskiej.
Droga nowej ewangelizacji umożliwi chrześcijanom odnalezienie własnej tożsamości oraz sensu przynależności do Kościoła. Możemy to urzeczywistni na tyle, na ile zrozumiemy konieczność włączenia się w drogę, którą kroczy Kościół i w jego liczącą dwa tysiące lat działalność duszpasterską. Pierwszym elementem jest formacja. Dotyczy ona wszystkich, bez wyjątku.
Formacja pozwala na ogarnięcie całego dziedzictwa wiary i kultury, które jest nam powierzone, i
które mamy za zadanie przekazywać następnym pokoleniom. To wymaga od nas zdolności wejścia w daną kulturę, poznania jej, zrozumienia, ale także przemieniania jej w świetle Ewangelii. Nie możemy pozostawa
bierni w obliczu rozwoju kultury we wszystkich jej przejawach. Obecność
chrześcijanina ma być „siewem” i „zaczynem”, co pociąga za sobą aktywną obecnoś
w różnych środowiskach kultury bez obawy przed silnymi zakusami tendencji objawiającej
się jako „kontrola języka”, która staje się przeszkodą dla naszych działań. Formacja dotyczy
szerokiego pola katechezy i dotyka również kwestii przygotowania przyszłych prezbiterów
oraz misji głoszenia przez kapłanów.
Bardzo szczególny związek istnieje pomiędzy nową ewangelizacją i liturgią, która jest
podstawowym działaniem, poprzez które Kościół wyraża swoje życie. Już od swego zarania,
życie Kościoła charakteryzowało się sprawowaniem liturgii. To, o czym wspólnota nauczała,
ogłaszając ewangelię zbawienia, czyniła następnie obecnym i żywym w modlitwie liturgicznej.
Zbawienie nie było zatem już tylko przesłaniem przekazywanym przez gorliwych ludzi,
ale również działaniem, będącym dziełem Ducha, aby sam Chrystus uobecnił się pośród
wspólnoty wierzących. Rozdzielenie tych dwóch momentów równałoby się niezrozumieniu
Kościoła. Żyje on bowiem dzięki sprawowaniu liturgii, będącej źródłem energii życiowej
dla Nowiny, która, przepowiedziana, powraca znowu do liturgii jako skutecznego
jej dopełnienia. Lex credendi i lex orandi tworzą jedną całość
, w której trudno nawet dostrzec, gdzie jedno się kończy, a drugie zaczyna. Nowa
ewangelizacja będzie zatem musiała umieć uczynić z liturgii swoją przestrzeń życiową, aby wypełniająca się głoszona Nowina osiągnęła swoje pełne znaczenie. Wystarczy wspomnie nie tylko o możliwościach duszpasterskich, ale również o wartości znaczeniowej, którą niosą niektóre obrzędy. Począwszy od chrztu a skończywszy na pogrzebie, wszyscy zdają sobie sprawę jak wielki tkwi w nich potencjał do przekazu orędzia, które w przeciwnym razie nie
zostałoby usłyszane. Jak wielu „obojętnych” religii uczestniczy w tych obrzędach i jak wiele osób, często poszukujących jakiejś autentycznej duchowości, na nie przychodzi! Słowo kapłana wygłaszane w tych okolicznościach, powinno by zdolne do sprowokowania pytania o sens życia, zaczynając właśnie od samego sprawowania sakramentu i znaków, które są jego wyrazem. Ryt, który sprawujemy, nie jest bowiem czymś obcym codziennemu życiu, ale jest zwrócony właśnie w stronę pytania o sens, które każdy sobie zadaje. W sprawowaniu eucharystii, przepowiadanie i znaki są pełne treści,
które wykraczają poza kapłana i jego osobę. Tutaj, w istocie, więź z działaniem Ducha pozwala
doświadczy tego, że serca doznają przemiany i pod wpływem jego łaski są tak kształtowane, aby stały
się otwarte na przyjęcie momentu zbawienia. Ta więź pomiędzy nową ewangelizacja a liturgią,
oraz pomiędzy liturgią a działaniem Ducha Świętego, pozwala sprowokować
każdego wierzącego do zastanowienia się nad spoczywającą na nas odpowiedzialnością i
nad świadectwem, które mamy dawać naszym stylem życia. My, kapłani, powinniśmy w sposób szczególny zastanowi
się nad kwestią o ogromnym znaczeniu, jaką jest homilia. Jej wartość w odniesieniu do przesłania, rozumienia sprawowanego misterium i życia codziennego jest tak ewidentna, że nie pozostawia żadnego alibi. Zaniedbywanie przygotowania homilii, czy gorzej, jej improwizowanie, jest uchybieniem w pierwszym rzędzie Słowu Bożemu, a w
konsekwencji, niegodziwością wobec wiernych. Czas spędzony na przygotowaniu homilii nie
jest czasem straconym, ale jest warunkiem sprawowania posługi w sposób wierny, koherentny i
skuteczny. Także w ten sposób sprawujemy prawdziwą służbę formowania świeckich,
wzbudzając w słuchających pragnienie coraz głębszego poznania Słowa Bożego i treści naszej
wiary. Osobliwe miejsce w Nowej Ewangelizacji wreszcie, zajmuje z całą pewnością sfera miłości
dobroczynnej, caritas. Wejście w tę perspektywę jest równoznaczne ze skoncentrowaniem się
na wielu konkretnych znakach, które Kościół bezustannie stawia przed światem.
Posłuszni działaniu Ducha Świętego, mężczyźni i kobiety w ciągu tych dwóch tysięcy lat
wyznaczyli wiele miejsc, chcąc uczyni słowo Pana widzialnym i aktualnym: „Bo ubogich zawsze macie u siebie” (J 12, 8) Forma czasu teraźniejszego „macie” jasno ukazuje, że historia Kościoła powinna w każdym momencie
przykłada szczególną wagę do dawania świadectwa miłości. Wchodzi tu w grę zaiste jego
wiarygodność w tym, co stanowi samo serce tego, co Kościół głosi: miłoś
. Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice Deus caritas est jasno pokazał pierwotne
znaczenie miłości chrześcijańskiej, jej korzenie, jej rozwój, właściwe jej cechy oraz niebezpieczeństwa, od których należy trzyma się z daleka. W każdym razie, miłością się żyje. We wzajemności, która istnieje między
wiarą i miłością można dostrzec autentyczną relację, która wiąże z Panem. W wierze pojmuje się
bowiem, w jaki sposób kocha Bóg; w miłości wyraźnie widać, w jaki sposób chrześcijanie pozostają wierni Jego słowu. W czasach takich jak nasze, w których człowiek często pozostaje zamknięty sam w sobie, bez możliwości wchodzenia w
jakiekolwiek relacje, a powierzanie działania innym wydaje się brać górę nad bezpośrednią formą uczestnictwa, przywołanie do podjęcia odpowiedzialności zobowiązuje do postawy świadectwa, przejęcia na swoje barki brata, który bardzo potrzebuje pomocy. Ale to jest, w gruncie rzeczy, nasza historia. Uparliśmy się, by w słowie Pana stawia
na pierwszym miejscu wszystko to, co świat odrzucił, uważając to za bezużyteczne i mało
wydajne. Osoba cierpiąca na chroniczną chorobę, umierający, człowiek wyrzucony poza
margines, osoba niepełnosprawna i wszystko to, co w oczach świata wyraża brak przyszłości
i nadziei, to wszystko jest polem, na którym angażują się chrześcijanie. Mamy przykłady,
które przypominają nam z mocą o świętości mężczyzn i kobiet, którzy z tego programu uczynili
konkretne głoszenie ewangelii Jezusa Chrystusa, i dzięki temu, zapoczątkowali autentyczną
kulturową rewolucję. W obliczu tej świętości upada każde możliwe alibi, utopia ustępuje
miejsca wiarygodności, a pasja dla prawdy i wolność
znajdują syntezę w miłości ofiarowanej bez oczekiwania jakiejkolwiek rekompensaty. W tej
perspektywie konkretyzuje się także znak wolontariatu, jako prawdziwego chrześcijańskiego
głosu na temat tych, którzy są zdolni do relatywizowania każdego absolutu, który nie będzie brał
poważnie pod uwagę godności osoby ludzkiej. W epoce, w której wszystko wydaje się możliwe
tylko i dlatego, bo można to kupi, powinniśmy pomnaża znaki, które jasno pokazują, że miłoś
i solidarność nie mają innej ceny, jak tylko osobiste zaangażowanie i ofiara. To świadectwo potwierdza,
że życie osobiste znajduje swoją pełną realizację kiedy wpisuje się w perspektywę bezinteresowności.
Na zakończenie musimy uniknąć sytuacji, w której nowa ewangelizacja stanie się zwykłą formułą, gdzie wszystko (i
przeciwieństwo wszystkiego) znajdzie dla siebie miejsce. Tak się stać nie może. Określenie to musi by
zrozumiane i wyjaśniane w swojej spójnej całości, ponieważ znajduje się u podstaw
samego działania Kościoła. Pomimo wszystkich niepewności i niejasności, które w sobie niesie,
jawi się ono jako najbardziej odpowiedni sposób określenia tego, co Kościół widzi jako potrzebę
w tym szczególnie trudnym momencie swoich dziejów, przede wszystkim w świecie zachodnim.
Nowa ewangelizacja nie jest jednak czymś alternatywnym czy równoległym do tego, co Kościół
zawsze robił w ciągu dwudziestu wieków swojej historii. Nowa ewangelizacja oznacza zatem
inny sposób realizowania tego samego, identycznego i niezmiennego przykazania Jezusa dla
Kościoła, aby ten niósł do wszystkich Jego Ewangelię. To głoszenie osoby Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego, który poprzez misterium swojej śmierci i zmartwychwstania odkupił świat,
otwierając tym wszystkim, którzy w Niego uwierzą, bramę do życia wiecznego. Jest to czas
nowej i dojrzałej obrony, apologii naszej wiary, aby dać
nadzieję dzisiejszemu światu. Jesteśmy wezwani do potwierdzania z przekonaniem
konieczności „uzasadnienia” wiary (1 P 3, 15), wiedząc, że trzeba to czyni
z „łagodnością, bojaźnią Bożą i czystym sumieniem” (1 P 3, 16). Odwołanie się do tych
trzech określeń ma swoją wartość programową. Realizowane przez wierzących ukazywanie i głoszenie nadziei, która w nas jest, nie może ucieka się do arogancji ani dumy, czy w pewnym sensie poczucia wyższości nad innymi.
Nie zapominamy również o tym, że współczesny nam człowiek jest silnie naznaczony zazdrością o swoją niezależnoś
i odpowiedzialność za swoje życie osobiste. Stał się on wyczulony na wszelkie przejawy władzy i żyje
złudzeniem, że prawdą jest jedynie to, co jest wytworem nauki. Zmienia szybko swój sposób
myślenia i życia, stając się coraz bardziej przedmiotem żądnym uczestniczenia w każdej grze,
nawet jeśli ta go przerasta, przede wszystkim wtedy, gdy porywa go ona w objęcia
nieskrywanego już nawet narcyzmu, który zwodzi go na temat istoty życia. Znajdujemy się w
centrum eksplozji domagania się wolności osobistych, które dotykają sfery życia seksualnego,
relacji międzyludzkich i rodzinnych, sposobów spędzania wolnego czasu, jak również
wykorzystania czasu pracy. Również sfera nauczania oraz sfera środków przekazu zostały w ten
proces fatalnie uwikłane, zmieniając życie w całym swoim wymiarze. Jednym słowem,
wytworzyła się zupełnie nowa sytuacja, w której chce się zastąpi
dawne wartości, przede wszystkim te formułowane przez chrześcijaństwo. To właśnie
dlatego Bóg stał się bezużyteczną hipotezą oraz konkurentem, którego należy unika
, czy nawet wyeliminowa. Konsekwencją tej sytuacji jest jednak to, że człowiek stracił swoje miejsce i zapomniał o
tym, co najważniejsze. Wielkie wyzwanie, przed którym staje przyszłoś, polega właśnie na tym: kto chce wolności życia w taki sposób, jakby Boga nie było, może tak żyć, musi jednak wiedzie, co go czeka. Musi mie
świadomość, że ten wybór nie jest zapowiedzią wolności, ani niezależności. Odebranie głosu Bożemu
pragnieniu, które jest zakorzenione w głębi duszy, nie pozwoli na uzyskanie niezależności.
Nie rozwiąże się sekretu własnej egzystencji odrzucając tajemnicę, ale wybierając zanurzenie się
w nią. To jest droga, którą mamy iść. Jak można zauważy, obecny kryzys ma przede wszystkim charakter kulturowy i antropologiczny. Człowiek znajduje się w kryzysie. To nie drogą marginalizacji chrześcijaństwa uzyskamy lepsze
społeczeństwo. To się nie stanie. Takie odczytywanie rzeczywistości jest nie tylko
krótkowzroczne, ale błędne w samych założeniach. Oczywiście, nasza historia usiana jest
momentami światła i cienia, ale przesłanie, które niesiemy jest przesłaniem autentycznej
wolności dla człowieka i konsekwentnego postępu dla narodów. Konieczne jest zatem wyjście z
pewnej formy neutralności, w jaką zamknęło się wiele krajów po to, by nie zajmowa
pozycji na korzyść własnej historii. Jeśli Zachód będzie się wstydził tego, czym był, korzeni, na których jest
osadzony oraz chrześcijańskiej tożsamości, która wciąż go kształtuje, nie będzie miał
przyszłości. Wynikiem tego może by jedynie nieodwracalny schyłek. My, katolicy, nie będziemy się uchyla
od przyjęcia na siebie odpowiedzialności i nie zaakceptujemy odsunięcia na margines.
Nasze dzieło nowej ewangelizacji zawiera i ten rozdział. Jesteśmy przekonani, że nasza obecnoś
ma zasadnicze znaczenie. Nikt nie może nas zastąpi . Pozbawione znaczącej obecności katolików, nasze kraje byłyby uboższe i mniej atrakcyjne. Nie chcemy, aby do tego doszło. Nadzieja, którą niesiemy, ma w sobie coś
nadzwyczajnie wielkiego, ponieważ pozwala patrze na teraźniejszość, pomimo wszystkich jej trudności, spojrzeniem pogodnym i pełnym nadziei. To nadzieja, która nie zawodzi, ponieważ jest silna obietnicą życia: Boga, który kocha i który przebacza. Na kilka dni przed wyborem na Papieża, Benedykt XVI wygłosił w Subiaco wykład
na temat kondycji Europy. W swojej bardzo jasnej analizie obecnej sytuacji, wypowiedział
między innymi te przenikliwe słowa, które stanowią program dla nowych ewangelizatorów:
„W tej historycznej chwili przede wszystkim potrzebujemy ludzi, którzy za pomocą oświeconej
i przeżywanej wiary uczyniliby Boga wiarygodnym w tym świecie… Potrzebujemy ludzi,
którzy mieliby spojrzenie skierowane ku Bogu, ucząc się od Niego prawdziwego
człowieczeństwa. Potrzebujemy ludzi, których umysł byłby oświecony światłem Bożym
i którym Bóg otwierałby serce tak, aby ich intelekt mógł przemówić do intelektu innych, a ich
serce mogło otworzyć serca innych. Tylko poprzez ludzi, którzy zostali dotknięci przez Boga,
Bóg może na nowo przyjść do ludzi”. Nowa ewangelizacja zaczyna się zatem od tego punktu: od wiarygodności
naszego życia jako ludzi wierzących i od przekonania, że łaska działa i przemienia aż po
nawrócenie serca. To droga, w którą wciąż wyruszają chrześcijanie po dwóch tysiącach lat
historii.
Rino Fisichella
________________________________________________

Tłumaczenie tekstu z języka włoskiego: Małgorzata Edwards.
Tekst oficjalny, aprobowany przez Papieską Radę do spraw Krzewienia Nowej Ewangelizacji.